To nasz portal, Fan Śląsk, jako pierwszy zapowiedział, że trener Tarasiewicz postawił przed zespołem poprzeczkę tak wysoko, że wyżej się nie da: mistrzostwo Polski. Po spotkaniu z Polonią już wiemy, że nie są to czcze przechwałki, choć poza Wrocławiem jeszcze nikt w to…
nie wierzy. We Wrocławiu zresztą również wiele osób bardzo ostrożnie wypowiada się o pucharach, że może o nie zagramy.
My z przekory będziemy lansować hasło: „idziemy na majstra”.
Śląsk po raz trzeci z rzędu na Oporowskiej zaaplikował przeciwnikom trzy brameczki. No, stwierdzenie, że Śląsk strzelał jest trochę naciągane, gdyż pierwszego gola w spotkaniu z Polonią Bytom zdobyli sami bytomianie, za co im serdecznie dziękujemy. Ale nie ważne kto strzela, lecz jakie jest naliczenie. A to jest jednoznaczne: trójeczka do zera.
Odkryciem meczu jest Przemysław Łudziński. Gdzieś się chłopina pogubił i po fantastycznym sezonie w II lidze, po awansie umarł piłkarsko. A tu proszę, dwa trafienia, a na dodatek jeszcze raz o pici włos nie wciągnął się na listę strzelców. Otarł się o hat tricka. Chłop się rozhulał w odpowiednim momencie. Drugim odkryciem jest Marek Gancarczyk. Trzy asysty w jednym meczu to rzadkość na naszych stadionach. Trzecim odkryciem Wojtek Kaczmarek. A w zasadzie jego niesamowite szczęście. Tak naprawdę w zespole Śląska gra dwunasty grajków. Tym dwunastym jest uśmiech fortuny, bo nawet jeśli „Kaczmar” coś dobaboli, to i tak jego fart spowoduje, że ujdzie to na sucho. Jemu i nam wszystkim.
Mila wreszcie usłyszał swoje nazwisko skandowane chórem z trybun. W fantastycznym momencie, gdyż trybuny zawyły w chwile po tym, jak spartolił karnego. Łatwo jest wydzierać japę w chwilach sukcesu. Sebastian usłyszał swoje nazwisko gdy zawalił.
Nam było mu odpuścić o tyle łatwiej, że działo się to w chwili,. Gdy Polonia leżała na łopatkach i kwiczała o jak najniższy wymiar kary.
Teraz przed nami wyjazd do Wodzisławia. 3 i pół stówki biletów pewnie rozejdzie się gdzieś we wtorek z rańca. Nie przewidujemy trzech dni sprzedaży tego dobra, bo coś go nie za wiele.
No i jeszcze jedna „trójka”. Trzej Królowie Wielkich Miast, czyli Śląsk Wrocław, Wisła Kraków i Lechia Gdańsk zaliczyli w tej serii spotkań po trzy punkty. Dotychczas takie szczęście kopnęło nas trzykrotnie: w 3. 10. i 13. kolejce.
Andrzej P
</div>