Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

Szybka śmierć idei

50 sekund zadecydowało o tym, że w tym roku nie powiedzie się plan wyciągnięcia maksymalnego zysku z widowni.
W Śląsku założono, że po zabraniu zniżek na bilety dla dzieci i kobiet, stadion i tak będzie wypełniony. Ruch zabierający zniżki miał zmaksymalizować wpływy z wejściówek. Ten, kto opracowywał strategię musiał wziąć pod uwagę spodziewane rezultaty drużyny,

które miały być zwycięskie. Brak zniżek na wejściówki przy fatalnych rezultatach wygania tzw. „kibiców sukcesu” ze stadionu.
Już pierwszy mecz z Cracovią udowodnił, że z planowaniem było coś nie tak. Skoro nie ma kompletu na inaugurację, to znaczy, że teraz zapełnić trybuny mogą dwa elementy: klasowy rywal lub wynik sportowy.
Klasowych rywali Śląsk tej jesieni będzie miał dwóch: Legię i Wisłę. Jeśli nie będzie jakiejś katastrofy, na pojedynkach z wymienionym duetem można się spodziewać kompletów na widowni. Jednak oprócz spotkań hitowych czekają nas mniej lub bardziej siermiężne spotkania z takimi potęgami futbolowymi jak: Polonia Bytom, Ruch Chorzów, Zagłębie Lubin, Piast Gliwice czy Odra Wodzisław.
Ciekawe, co ma ściągnąć ludzi zwłaszcza na dwa ostatnie spotkania, bo zespoły rywali na bank będą w okolicach strefy spadkowej, a kibicowsko oba kluby do „elektrycznych” nie należą na pewno.
50 – sekundowa katastrofa
Plan marketingowy zawalił się w doliczonym czasie gry w Warszawie. Tracąc dwa gole i komplet punktów na Konwiktorskiej piłkarze zabrali marketingowi bardzo silny atut. Gdyby Śląsk miał komplet sześciu oczek, to byłaby szansa na w miarę pełne trybuny na meczu z Polonią Bytom. Po spektakularnej przegranej szansa na wypełnienie trybun zmalała do zera. Mimo, że termin piątkowego pojedynku jest optymalny. Mimo, że pogoda zdaje się sprzyjać. Chociaż rywal plasuje się w czołówce tabeli. Istnieje prawidłowość, że po pierwszym meczu, w kolejnych frekwencja spada. Tak jest nie tylko we Wrocławiu, ale w całej Polsce i nie tylko w futbolu. Elementem, który mógłby zrekompensować ów stały ubytek liczby widzów miał być wynik sportowy i związana z nim nagonka medialna. Wyniku nie ma, zamiast nagonki z gazet wylewa się płacz nad głupio straconymi punktami, a rezultatem będą kolejne łysiny na trybunach stadionu przy ul. Oporowskiej.
Nad tymi łysinami trzeba zacząć się poważnie zastanawiać już dziś. Tak, by nie powielić błędów, które zostały zrobione we Wrocławiu na koszykówce, na żużlu i nawet u nas, na Oporowskiej w roku 2000.
Mówią, że Polak mądry po szkodzie. My się obawiamy, że co niektórzy głupi tak przed szkodą, jak i po niej…
Roman Zieliński