Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

Świat się zmienia

Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych byle dziennikarz przybywał do kibiców, był traktowany niemal jak bożyszcze. Wiele mógł pomóc. Inna sprawa, że zaszkodzić też mógł. Wcześniej, za komuny, to aby pisać o kibicach… wcale nie musiał z nimi rozmawiać.

O kibiciach pisali i mówili ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o problemach trybun do dziś. A nawet tacy, którzy nigdy na tych trybunach się nie znaleźli.
Gdy w 1993 roku pisałem „Pamiętnik kibica – ludzie z piętnem Heysel” sugerowałem wszystkim kibicom, by jak natarczywiej się reklamowali. Jak mogą, to w mediach. Oczywiście sposobów reklamowania się już wówczas było więcej (rozdział „Vademecum fanatyka”), ale wtedy jeszcze media takie jak gazety czy telewizja stanowiły niebagatelną siłę i to one kształtowały świadomość społeczną. W tym również – naszą.
To, że pismacy robią nas w wała zauważyliśmy (my, kibice) stosunkowo szybko. Kilka przypadków zmanipulowania stadionowej rzeczywistości opisałem w dziale „Chip zamiast mózgu” książki „Jak pokochałem Adolfa Hitlera”. W tym idiotyczną, bo bezinteresowaną sytuację wkręcania fanatyków Śląska zrobioną przez babsztyla nazywającego się Sondej – Orłowska po drugoligowych derbach* Ślęza Wrocław – Śląsk.
Teraz media ogólnodostępne są nam, kibicom zupełnie niepotrzebne. Mamy swoje strony internetowe, swoje fora, gazetki, własne środki przekazu informacji. Telefonia komórkowa zmieniła świat w informatyczną wioskę. Nic nie stanowi tajemnicy kilkanaście minut po zdarzeniu. Do większości fanatyków dotarło, że najlepszymi źródłami informacji są naoczni świadkowie i bezpośredni uczestnicy wydarzeń, a dziennikarz jest tylko przekaźnikiem.
W przeddzień meczu z Polonią Bytom spotkałem znajomego dziennikarza, Janka Szczerkowskiego. Opisał ostatnio w „Słowie Sportowym” sprawę kibiców Ruchu.
- Czemu nie chcecie (w domyśle: wy – kibice) rozmawiać z dziennikarzami?
Mówienie o zmienności świata było bezsensowne, wszakże gość jest spostrzegawczy i widzi jak świat wokół ewoluuje.
- Słyszałem, nie gadacie z pismakami bo potem Wyborcza i tak napisze co chce – sam sobie odpowiedział powielając zasłyszaną w naszym środowisku opinię.
Media na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zmieniły się niesamowicie. Powoli upada monopol telewizji, choć i tak jeszcze połowa ludzi wyrabia sobie zdanie na jakiś temat poprzez powielenie tego, czego dowiedziała się ze szklanego ekranu. Gazety, by istnieć opisują tylko gwałty, morderstwa, nielegalny seks i wielkie pieniądze. Nawet afera korupcyjna w polskim futbolu nie jest już fajna, bo spowszedniała. No, chyba że zatrzymają Listkiewicza, inne nazwiska ruszają obecnie tylko najzagorzalszych fanów i znajomych delikwenta.
O kibicach wiele już napisać się nie da, bo wszystkim już jest wiadomo: bandyci.
Na szczęście świat kibiców rozwinął własne sposoby komunikowania. I nic tej tendencji nie jest w stanie odwrócić. Samych internatowych stron związanych ze Śląskiem jest kilka. Stron kibicowskich jest całe mnóstwo. Monopol informacji i komentarzy przekazywanych przez laików został złamany.
Roman Zieliński
* świadomie spolszczyłem owe nieodmienne „derby”