Dobry piknik nie jest zły – to hasło nie tak dawno zrobiło furorę w świecie mediów kibicowskich. Jednak w obecnej chwili piknikland staje się naszym problemem. Już nawet nie chodzi o …
poszczególne przypadki. A z jednego tylko meczu z Groclinem śmiesznych sytuacji można namnożyć co niemiara. Pewien dupek gdzieś w 70. minucie pojedynku na głos stwierdził, że szkoda mu tych 30 złotych, które wydał na bilet. Wcześniej pitolił o fatalnym dopingu, lecz sam nie wydarł ryja ani razu! Damulka z kolei na uwagę, że nie śpiewa zareagowała stwierdzeniem, że nie zna słów. Właśnie leciało „hej Śląsk”. Problem jest szerszy. Śpiew na trybunie odkrytej? Dwa boczne sektory krzykną tylko wówczas, gdy coś dzieje się na boisku. Albo gdy leci „strzelcie kurwom gola”.
Z czego to wynika? Z tego, że część starszych kibiców doping sobie olała już dawno. A to oni są wzorami do naśladowania.
Ponadto wytworzyła się pewnego rodzaju „moda na nieśpiewanie”. Trwa od mniej więcej dziesięciu lat. To wówczas wyłoniła się grupa, która śpiewy i stadionowe choreografie ma serdecznie gdzieś. Więcej – uważa śpiewanie za „coś dla małolatów”. „My jesteśmy od innych, ważniejszych rzeczy”. Problem polega na tym, że tych od „rzeczy ważniejszych” jest niewielu, ale prężących się i udających „mocnych ludzi” – dziesiątki. Chodzą z założonymi rękoma udając „chłopaków od spraw istotnych”. Część małolatów ich podziwia i na nich chce się wzorować. Tyle, że gdyby małolaci wiedzieli co „ważniejsi” robią, gdy trzeba zaangażować się w „ważniejszą działalność”, to by popękali ze śmiechu.
Śmieszne jest to, że gdy się ogląda inne stadiony, gdzie również są prężyciele i śpiewający, to ZAWSZE ocenia się mecze pod kątem tego, jak wyglądały i jak reagowały trybuny. Nawet ci od prężęnia tak oceniają inne stadiony i podsumowują obiekt Śląska jako ten, na którym jest fatalny doping. Liga chuliganów to zupełnie inna klasyfikacja, która z tym, co się dzieje ze stadionie ma niewiele wspólnego.
Spotkanie z Groclinem udowodniło, że potencjał w nas drzemie. Kilkanaście pierwszych minut meczu mogło zrobić wrażenie, choć to wówczas Śląsk stracił bramkę. Niestety, po tych kilkunastu minutach dopadła nas rzeczywistość.
Problem został zauważony. Najprawdopodobniej czekają nas wewnętrzne rozmowy. Bo albo chcemy być zaliczani do kibicowskiej czołówki, chcemy tworzyć widowisko (niezależnie od tego, czy będą je tworzyli piłkarze), albo damy się zjeść piknikom, stworzymy modę na naprężąnie się i w ostateczności będziemy oceniani przez kibicowską brać jako piknikland.
Kilka klubów już to przerabiało, jak na tym wyszli – szkoda gadać.
Roman Zieliński
PS. Od następnego meczu u siebie, czyli od pojedynku z Górnikiem Zabrze mikrofon bezprzewodowy zostanie zastąpiony sitkiem z kablem. Skończą się zaniki fonii na głośnikach.
</div>