Stadion w Kielcach kosztował 48 milionów złotych. No dobra, został zrobiony jeszcze przed boomem budowlanym, który wywindował ceny w całej branży na wysokości niebotyczne.
No to mamy budowlę za miedzą. W Lubinie, 80 kilometrów od Wrocławia. Na konferencji
prasowej zorganizowanej przed oddaniem części obiektu do użytku podano, że całość kosztów zmieści się w kwocie 120 milionów złotych.
Tymczasem we Wrocławiu buduje się jakiś stadionowy mercedes. Bo chyba tylko w ten sposób można określić obiekt, który ma kosztować 800 milionów złotych. O takich kwotach mówi się obecnie. I raczej się ona nie obniży, jeśli już zostanie zmieniona, to wzrośnie. Bo stadion ma dziwną tendencję. Otóż w oczach maleje. Najpierw miał mieścić 55 000 widzów, następnie coraz częściej mówiło się o 50 000, teraz już podaje się liczbę widzów jaka ma się zmieścić na trybunach tego obiektu na 45 000.
Tymczasem dzieje się coś, co normalnie nazywa się cudem. Początkowo twierdzono, że na budowę obiektu trzeba będzie wyłożyć 350 milionów. Potem cena rosła z miesiąca na miesiąc. 400, 450, 500, 520. A ostatnio wzrosła skokowo, bo nagle wyskoczyła kwota 790 milionów złotych.
Interesujące, prawda? Jak łatwo dostrzec następuje zależność odwrotnej proporcjonalności: coraz mniejszy stadion jest coraz droższy. Jak zniknie zupełnie, to trzeba będzie wybulić kilka miliardów!
W Lubinie stadion zostanie wybudowany za 120 milionów, u nas już wydano na stadion na Maślicach 50 milionów (czyli więcej niż kosztował stadion w Kielcach) i na miejscu jego lokalizacji po wykarczowaniu krzaków stoi parę maszyn.
ziel, RND
PS. Swego czasu prezydent Huskowski (Platforma Obywatelska) wyśmiał inicjatywę biznesmenów z Francji, którzy chcieli wybudować stadion na Wzgórzu Andersa, czyli tam, gdzie aktualnie stoi Aquapark. Stadion miał być wybudowany ze środków inwestora. Miał być jeszcze droższy niż ten na Maślicach, 1 400 milionów, jednak był w to wliczony Aquapark, centrum handlowe, ośrodek rekreacyjno – wypoczynkowy, wielopoziomowy parking.
</div>