Pamięć jest zawodna. A gdy się nie prowadzi dzienników, to wszystko umyka. Futbol roku 1982 wywiało mi z pamięci, lecz są takie spotkania, dzięki którym część dziur jestem w stanie zatkać. Nie byłem na wyjeździe w Gdyni, bo był w środę. Na jednym meczów (cholera, którym?) byłem tylko na pierwszej połowie. I tak jestem wyczynowcem, bo przy takich okazjach rodzinnych jak chrzest własnego dziecka rezygnuje się z meczów w ogóle. Wyjazd do Łodzi na Widzew na którym było nas nadspodziewanie wielu. Pojedynek ze Stalą w Mielcu i przestrzelony karny Tadka Pawłowskiego. Historyczne spotkanie z Wisłą Kraków po którym Śląsk nie zdobył mistrza Polski... następnego dnia pisałem maturę z języka polskiego. Przerabialiśmy te mecze na demonstracje antysocjalistyczne. Takie niewielkie, śpiewy o komunie, komunistach. Dużo dyskutowaliśmy na tematy polityczne. W tamtych czasach ludzie z innych miast patrzyli na nas wrogo. Kibice wojskowego klubu, a stan wojenny wprowadzali przecież wojskowi z niby polskim generałem, a w rzeczywistości z sowieckim agentem ma czele. Mecz w Lublinie z Motorem, ówczesnym beniaminkiem. Ludzie na nas klęli. Ale gdy puściliśmy repertuar antykomunistyczny zaczęto nam bić brawa. Przerżnięty mistrz Polski... Kiedy zaczyna się kibicować zespołowi gdy ten zdobywa trofea, a ja po raz pierwszy przyszedłem na stadion w roku 1974, kiedy reprezentacja grała w mistrzostwach świata a rok później zaczęło się pasmo sukcesów Śląska, to odnosi się wrażenie, że stracone mistrzostwo to tylko jakiś etap. Tak było w 1982 roku. Zdawało się, że przyjdzie czas na kolejne. I tak czekam do dziś. Teraz wiem, że choć pierwszy tytuł fetowałem na wyjeździe, w Rybniku w 1977, drugiego mogę nie dożyć. Nie tylko Śląsk Wiosną roku 1982 czas dzieliłem na wiele rzeczy. Śląsk był ważny. Działalność antyustrojowa dawała większego kopa. Na meczach można było dostać co najwyżej pałą po grzbiecie, w najgorszym przypadku stracić zęby i na tym konsekwencje się kończyły. Bieganie po mieście z puszką farby i pędzlem mogło grozić miesiącami lub latami więzienia. Za głoszenie prawdy – to samo. Za przewożenie ulotek konfiskowano samochody w których te ulotki znaleziono... Ktoś nie żyje Teraz inny rodzaj sklerozy. Jak zdałem maturę – pamiętam. Bo na egzaminie ustnym kazali mi mówić o odnowie. Pół roku po wprowadzeniu stanu wojennego, kilka miesięcy po internowaniu naszego dyrektora, po tym, jak wspólnie z kolegą wyśmialiśmy wojskowego inspektora, który przyszedł na lekcję wychowawczą.... Patrząc na babę z kuratorium mogłem się skundlić i powiedzieć co chcieli usłyszeć, albo powiedzieć co leżało na sercu. Nigdy nie miałem „gadanego”, ale tak się rozkręciłem mówiąc prawdę, że trzy razy musieli zabierać mi głos. Baba kazała wyjść z klasy, ale w rozmowie komisja stwierdziła, że „każdy może mieć swoje poglądy”. I zdałem... Jak się bawiłem z tej okazji – nie pamiętam. Pewnie było jakieś piwo, szaleństw raczej nie, gdyż zdało nas bodaj ośmiu. Rok później swoją maturę zdawał chłopak, którego nie znałem. Grzesiek Przemyk. Też zdał. Też się bawił. Jakiś skurwysyn kazał mu się wylegitymować. Nie miał dokumentów. Pobito chłopaka na śmierć na komendzie. Pewnie byśmy o tym nie wiedzieli, ale matka, znana opozycjonistka podniosła raban i zachodnie stacje radiowe o tym zaczęły trąbić. W komunistycznych mediach także były informacje na ten temat. Ale jakieś inne. Winni śmierci byli... sanitariusze pogotowia ratunkowego... Teraz, tuż po 28 rocznicy wprowadzenia wojny polsko – jaruzelskiej niezależny (podobno), polski sąd wydał wyrok, który złapanego milicjanta, jedynego który bił Przemyka, zwolnił od kary. Bo śmierć chłopaka się przedawniła. Polski sędzia, nie polski interes Jak szanować taki wymiar sprawiedliwości? Jak szanować polskie ponoć sądy, które przyznają rację babie z Niemce zabierając dom Polakom? Jak szanować sądy, które przyznają kamienice jakimś Żydom bo nagle miesiąc po odremontowaniu rudery w polskim mieście, do urzędu miejskiego przybywa jakiś obywatel Izraela, który przedstawia nic nie warty świstek papieru udający testament osoby, która najprawdopodobniej nie przeżyła wojny? Śmierć Grzegorza Przemyka poszła na marne. Śmierć księdza Popiełuszki, śmierć „Tolka” Browarczyka, kibica Lechii, śmierć górników w kopalni "Wujek" również. Identycznie śmierć demonstrantów oraz setek zamordowanych skrytobójczo. Są zawody, te najlepiej płatne i te największym prestiżem społecznym, w których czerwoni trzymają się mocno. I to ci czerwoni z tych najgorszych czerwonych. To najlepiej obrazuje, kto tak naprawdę jest zwycięzcą w obradach okrągłego stołu. A kto nas sprzedał. Roman Zieliński |