Treści jakie przekazuje były prezes Śląska Antoni Kordos zdenerwują wiele osób. Wywiad nie został opublikowany przez jedną z poważniejszych gazet sportowych w Polsce. Dlaczego? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. Każdy wyciągnie swoje wnioski, tymczasem dla nas najciekawsza jest kwestia poruszona w tytule. I jeszcze jedno: wywiad został przez Kordosa autoryzowany dla naszej redakcji.
Redakcja: – Skończyła się już pana sprawa sądowa ze Śląskiem?
Antoni Kordos, były prezes piłkarskiego Śląska: – Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, ale 2 lipca Sąd Rejonowy we Wrocławiu w całości uwzględnił moje roszczenia wynikające z umowy o pracę.
Red: – Co dokładnie to oznacza?
AK: – Klub musi mi wypłacić odszkodowanie z tytułu wypowiedzenia umowy o pracę oraz odszkodowanie z tytułu zakazu konkurencji. Przez sześć miesięcy nie dostawałem bowiem pieniędzy, które wynikały z mojej umowy o pracę. Rada Nadzorcza Spółki, kierowana przez Sekretarza Miasta Włodzimierza Patalasa, bez podania jakichkolwiek podstaw prawnych, arbitralnie uznała, że może zaprzestać płacenia mi wynagrodzenia. Teraz musi więc wypłacić mi pobory wraz z odsetkami i pokryć koszty sprawy sądowej. To ewidentne działanie na szkodę spółki. I następne profesjonalne zachowanie Zarządu Śląska, który do dzisiaj, pomimo wyroku sądowego, zapomniał zapłacić wynikającej z orzeczenia sądu kwoty wymagalnej. Czyli następne koszty, oczywiście nie tych Panów, tylko spółki, koszty komornicze w celu odebrania zasądzonej kwoty. W dodatku umowę o pracę w Śląsku podpisałem dopiero na początku kwietnia 2008. Narzucono mi zupełnie inne warunki niż wynegocjowane wcześniej z reprezentującym Prezydenta Miasta Michałem Janickim.
Red: – Inne znaczy jakie?
AK: – Brak zapisów o długości kontraktu, znacznie niższe wynagrodzenie, brak zapisów o formie rozwiązania umowy, odszkodowania związane z ewentualnym odejściem, a przede wszystkim według powziętych ustaleń moja umowa miała obowiązywać przez okres 4 lat.
Red: – Dlaczego tak długo godził się więc pan pracować bez podpisanej umowy o pracę? Przecież to podstawowy dokument, nie reagował pan, gdy nie pojawiał się na pana stoliku?
AK: - Swoją pracę wykonywałem zgodnie z powierzonymi mi zadaniami, i to z bardzo dobrymi efektami. Rada Nadzorcza skupiła się na atakowaniu mojej osoby, a nie na działaniach związanych z bieżącym funkcjonowaniem klubu. Wielokrotnie zwracałem się o przygotowanie dla mnie umowy, jednakże przez ponad 6 miesięcy zwodzono mnie. Dopiero w kwietniu 2008 przedstawiono mi do podpisania umowę odbiegającą w znaczny sposób od wcześniejszych ustaleń. Po konsultacji z prawnikiem postanowiłem podpisać dokument w takiej formie w jakiej jest aby w ogóle na jakiejś podstawie otrzymywać wynagrodzenie i pełnić swoją funkcję.
Red: – Gdy w kwietniu 2008 roku został pan odwołany, stanowisko klubu brzmiało tak: – Pan Antoni Kordos nie spełnił naszych oczekiwań. Przede wszystkim nie sporządził w terminie budżetu. Miał na to czas do końca marca, a nie zrobił tego do dzisiaj. Na dodatek powinien konsultować z Radą Nadzorczą wydatki powyżej 15 tysięcy złotych. A nie zrobił tego, wprowadzając podwyżki dla piłkarzy czy wypłacając premie, choć regulaminu premiowania nie było. Pan Kordos po prostu sobie nie poradził na tym polu i tyle – mówił Włodzimierz Patalas, przewodniczący Rady Nadzorczej Śląska.
AK: - To świadczy o perfidii gminnych oficjeli, dla których nikt poza nimi się nie liczy. Panowie z Gminy wpadli na genialny pomysł powołania na stanowisko Prezesa Zarządu człowieka, którego, ich zdaniem, będą się mogli pozbyć w każdym, wygodnym dla nich momencie. Niestety nie przyszło im do głowy, że ten człowiek coś potrafi. W związku z tym, że klub faktycznie zaczął bardzo dobrze funkcjonować postanowili wymyślić fikcyjne powody. Chodziło o to aby “moja nieznana twarz” nie była twarzą wielkiego sukcesu, splendor musiał spaść na miasto i jego włodarzy. Gdyby faktycznie jakiekolwiek zarzuty pod moim adresem były to nie otrzymałbym absolutorium. Ale je otrzymałem. To co mam do powiedzenia dowodzi, że to nie ja “po prostu nie poradziłem sobie na tym polu i tyle”. Ja całkowicie wywiązałem się z obowiązków, jakie na mnie nałożono. Klub po pół roku mojego zarządzania został przecież mistrzem jesieni rozgrywek II ligi (aktualnie I liga) a po roku awansował do Ekstraklasy. Obejmując pozycję Prezesa Zarządu miałem obiecaną przez władzę Gminy Wrocław czteroletnią perspektywę tworzenia profesjonalnego klubu piłkarskiego jako niezależny Prezes. Na początku faktycznie nikt nie ingerował w moje poczynania no i klub bardzo szybko zaczął sprawnie działać od strony administracyjnej. Zatrudnienie trenera Tarasiewicza i ustawienie pracy całego klubu pod drużynę dało natychmiastowy efekt. Śląsk zdobył tytuł mistrza jesieni w drugiej lidze. No i się zaczęło. Nagle wszyscy chcieli rządzić klubem, mimo, że nie mieli o tym żadnego pojęcia. Ja zrobiłem się zupełnie niepotrzebny. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że ten sukces nie wynikał z politycznych czy kolesiowskich układzików, po prostu był to efekt profesjonalnego prowadzenia klubu.
Red: – Wróćmy jednak do zarzutu o niesporządzenie budżetu i podwyżki dla piłkarzy.
AK: - To delikatnie mówiąc są bardzo dziwne zarzuty. Stworzyłem bowiem budżet klubu, już w 2007 roku, który został przygotowany po raz pierwszy od wielu lat. Niestety był on niezrozumiały dla Rady Nadzorczej. Więc poprosiłem pracownika odpowiedzialnego w Urzędzie Miasta za przygotowywanie budżetów, aby przygotował go w zrozumiałej dla Rady Nadzorczej formie. Ale i to nie pomogło. No to pracownik Urzędu Miasta zmienił go raz jeszcze. Na dodatek dwa tygodnie przed moją ostatnią Radą Nadzorczą wysłałem prośbę o naniesienie uwag. Nikt nie wniósł żadnych zastrzeżeń. A co się działo na Radzie? Nie warto nawet wspominać. Co do podwyżek dla piłkarzy to ujęte one były w budżecie i dla nikogo nie stanowiły tajemnicy, no chyba, że ktoś udawał, że nie rozumie budżetu i pewnie niestety tak było. Poza tym nie miałem żadnego obowiązku konsultowania tych podwyżek z Radą Nadzorczą gdyż do czasu mojego odwołania Rada Nadzorcza nie zdołała uchwalić Regulaminu Zarządu, który by mnie do tego zobowiązywał.
Red: – I został pan odwołany
AK: – Zostałem odwołany bo zaproponowali mi abym odszedł na własne życzenie, ale nie widziałem żadnych powodów aby to zrobić.
Red: – Był pan zdziwiony?
AK: – Przed tym wydarzeniem Dyrektor do spraw Społecznych Gminy Michał Janicki mówił mi, kogo i na jakiej pensji mam zatrudnić w klubie. Nie reagowałem na te propozycje, więc konflikt narastał. Z największą krytyką Rady Nadzorczej spotkała się organizacja meczu Śląska z Wisłą Kraków w Pucharze Polski, a dokładnie akcja “zielony stadion” (kibice otrzymali w cenie biletu zielone koszulki z logo Śląska – przyp.red). Została ona uznana przez Radę Nadzorczą za totalną klapę. Bo co z tego, że było to największe wydarzenie ostatnich lat we Wrocławiu, o którym było głośno przez następnych kilka miesięcy i po którym frekwencja na stadionie znacząco wzrosła. Dla nich liczyło się tylko jedno, ugrać na tym wydarzeniu jak najwięcej pieniędzy oczywiście kosztem kibiców.
Red: – Próbował pan się bronić?
AK: – Odszedłem z klubu bez żadnych protestów, i oczekiwałem, że Śląsk pożegna się ze mną też w kulturalny sposób. Strasznie się pomyliłem. Władze klubu wzięły sobie bowiem mnie na celownik. Apogeum nastąpiło w momencie, kiedy chciałem pomóc Jarkowi Fojutowi przejść z Boltonu do Śląska. Nie chciałem za to absolutnie żadnego wynagrodzenia, w końcu nie jestem managerem piłkarskim. Nie będę ukrywał, że tylko i wyłącznie za moją namową Jarek zainteresował się powrotem do Polski. Ale co się stało, gdy zaproponowałem w klubie tego zawodnika? Obecny Prezes Waśniewski nie uważał za stosowne spotkać się ze mną i porozmawiać na temat Jarka. Powiadomił mnie tylko telefonicznie, że się nie zgadza, bym to ja zajmował się tą sprawą. Ale moim problemem stało się to co nastąpiło następnego dnia, kiedy oszkalowano mnie w jednym z wydawało by się profesjonalnych dzienników. Dziennikarzynka, natchniony przez władze klubu, napisał, że zrobiłem wszystko aby do transferu nie doszło i w związku z tym działałem na szkodę Śląska. Nazwałem go dziennikarzynką, bo dziennikarz to ten kto rzetelnie opisuje rzeczywistość wysłuchując racji obu stron.
Red: – Jednak Fojut ostatecznie do Śląska trafił.
AK: – Tak, bo kiedy ja zostałem odsunięty od spraw związanych z jego transferem, nagle pojawił się u jego boku polecony przez kogoś z klubu menedżer, który tylko za złożenie podpisu pod umową, a nie przyczynienie się do transferu piłkarza, skasował kilkudziesięciotysięczną gażę. Czy to jest działanie w interesie Klubu?
Red: – Czy jest prawdą, że ów “manager” za dogadany już transfer wziął od Śląska 80 tysięcy złotych?
AK: - Nie miałem okazji uczestniczyć w negocjacjach, ale doszły mnie takie nieoficjalne słuchy.
Red: – A może po prostu chce pan się teraz zemścić na klubie, od którego został pan odsunięty?
AK: - Nic z tych rzeczy, bo zawsze będę twierdził, że Śląsk Wrocław to najwspanialszy klub w Polsce. Śląsk to kochający piłkę nożną kibice, profesjonalni piłkarze i sztab szkoleniowy. Niestety od kilku lat mający bardzo duży problem z ludźmi próbującymi nim zarządzać. Układziki, znajomości i potrzeba bycia na pierwszych stronach gazet, są jedynymi powodami pobytu w klubie części tych osób. Totalny brak myślenia o perspektywach klubu. Śląsk jest dla nich miejscem kreowania własnej popularności. Mam nadzieję, że wszystko to zmieni się z wejściem Pana Solorza do Śląska.
Red: – Dlaczego mówi pan o tym wszystkim dopiero teraz? W końcu minął już ponad rok, od kiedy przestał pan pełnić funkcję Prezesa Śląska.
AK: – Nie chciałem ruszać tego tematu. Grzecznie i cicho odszedłem. Każdy normalnie myślący człowiek, jeżeli ktoś się zachował w stosunku do niego w ten sposób też by się zachował tak samo. Arogancja ludzi, o których wspomniałem powyżej, jest jednak olbrzymia i nie docenili mojego gestu. Tak się zarządza Panowie? Nie wypłaca się pensji wynikających z kontraktów, zwalnia się bez powodu, szkaluje się w mediach a przede wszystkim dba się o własne interesy a nie interesy klubu? Mimo tych wszystkich szykan Śląsk zawsze będzie w moim sercu