Co wypisują kibice Cracovii o meczu ze Śląskiem na swoich stronach – pojęcia nie mam. Ale z licznych komentarzy, jakie lądują w Fanie (wszystkie poszły do kubła na śmieci) wynika dobitnie, że muszą mieć kłopoty z pamięcią oraz jest widoczny brak wiedzy w podstawowych tematach kibicowskich. Inwektywy wobec mnie osobiście stoją na poziomie wskazującym, że ich autorzy dorywając się do komputera bardziej niż klawiatury szukają strzykawki z upragnionym centem. …
Podstawowa rzecz, która pasiastym nie jest wiadoma to to, że sami jadąc do Wrocławia mieli do dyspozycji sektor na który bez problemu mogło wejść 476 osób. Tak w sobotę, jak i przed rokiem. A ilu ich było? 197 poprzednio, teraz twierdzą, że 217. Według nas trochę sobie dodali (jesteśmy w trakcie weryfikacji tej informacji). Nawet jeśli nie skłamali, to 197 + 217 = 414. Zatem JEDEN niepełny sektor w DWÓCH meczach.
Twierdzą z uporem maniaków, że na na ulicy Kałuży “nie potrafiliśmy zapełnić sektora 350-osobowego nawet przy pomocy krakowskich kolegów”.
Toż to żałość bierze, nawet nie śmiech. We Wrocławiu trzeba było robić selekcję na wejściówki na ten mecz. I to taką drastyczną. Biorąc pod uwagę ciśnienie, jakie wywoływały spotkania wyjazdowe Śląska wiosną, to podejrzewamy, że gdybyśmy dostali wolną rękę, to mimo piątku jakieś półtora tysiąca by pękło. Przy wolnej i nieskrępowanej sprzedaży biletów dla Wisły pewnie ludzi byłoby więcej, niż Cracovia potrafiła zapewnić zapełniając stadion własnymi kibicami.
No cóż, lepiej się okłamywać.
A siłę Cracovii zobaczymy już niedługo. Jak zaczną się wyjazdy do Sosnowca. Czekamy z niecierpliwością na informację o frekwencjach na tych meczach, zwłaszcza gdy będą grali z takimi rywalami jak Odra Wodzisław czy Zagłębie Lubin. Stawiamy na trzy setki.
Roman Zieliński