Pijany, to widać. Żulowaty – tego też nie sposób nie zauważyć. Namolny – jednak aby to ocenić trzeba było się wdać w rozmowę. A raczej każdy wolał uniknąć konwersacji z typem. Tym bardziej, że jego fizjonomia z odrapanym nosem nie budziła zaufania. Mimo to
koleżka dążył do nawiązania kontaktu. Z kimkolwiek. Ułatwić miała to nawiązanie kontaktu dekoracja w postaci szalika Wisły Kraków i stwierdzenie, że „jest z Gdańska”.
To obrazek obyczajowy spod stadionu Śląska przed meczem z Jagiellonią Białystok. Czemu o tym piszę? Bo koleś to zwykły leszcz – naciągacz, jakich spotkać można wszędzie. Oczywiście hasło „jestem z Gdańska” podpierał drugim „pomóżcie”. Oczywiście chodziło o wspomożenie kasą.
Nie lubię takich namolniaków, ale czasem mogłoby się zdarzyć, że faktycznie pojawił jakiś nie znany we Wrocławiu kibic Lechii, który potrzebuje pomocy. Kilka kontrolnych pytań:
- Skąd jesteś?
- Z Gdańska – potwierdził namolniak.
- Z jakiej dzielnicy? – Koleś wyraźnie się zdenerwował.
- Z Oliwy. – jednak powiedział to po dłuższej chwili i po kilkakrotnym powtórzeniu pytania.
- Z jakiej ulicy? – O tu już namolniak zdenerwował się okropnie.
- A co ty, z policji jesteś. Co cię to obchodzi? – Jednak teraz ja stałem się namolny. Wypytywałem gościa nie tylko skąd jest, ale kogo ze swojej dzielnicy zna. Nie umiał powiedzieć. Natomiast zaczął wymieniać, kogo zna z Wrocławia. Tu się uśmiałem, bo koleżka wypalił tylko z dwoma personaliami. Podał ksywkę kolesia, który na Oporowskiej był bardzo znany w latach dziewięćdziesiątych i… Romka Zielińskiego. Tymczasem ja gościa widziałem pierwszy raz w życiu na oczy.
Nie od razu powiedziałem mu, że trafił kulą w płot. Jeszcze popytałem gościa, gdzie to z tym Zielińskim się bujał, jednak i tego nie potrafił powiedzieć.
Po pięciu minutach rozmowy okazało się, że nie Oliwa, lecz Oleśnica (szkoda, ze chłopaków z Oleśnicy jeszcze nie było przed stadionem, bo pewnie i to było bzdurą).
Niestety, jesteśmy narażeni na takich cwaniaków. Nie wierzcie wszystkim, którzy się podają za fanatyków lubianych przez nas drużyn. A zwłaszcza nie wierzcie tym, którzy nachalnie dopominają się pomocy (czytaj – kasy).
Roman Zieliński
PS. Nie jest powiedziane, że ten sam osobnik nie będzie kwitł pod kasami przed kolejnymi meczami Śląska. Pewnie teraz nieco lepiej się przygotuje do odegrania roli “kibica Lechii”, popatrzy na plan Gdańska, zobaczy jakie ulice są na Oliwie, jakimi tramwajami można tam dotrzeć…
</div>