Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

Po mistrzostwie, po drużynie

No to marzenia o mistrzostwie Polski możemy odłożyć na bliżej nie określoną przyszłość. Wynik meczu z Groclinem Warszawa jest jednoznaczny: wszystko o co możemy zagrać w bieżącym sezonie to kwalifikacja do rozgrywek o europejskie puchary. A i to stoi pod znakiem

zapytania, bo wykluwa się pytanie kolejne: po co?
Będę brutalny. Mecz z Groclinem, a zwłaszcza jego pierwsza połowa udowodnił, że z mentalnością naszych zawodników nigdzie nie zajedziemy. Nie wiem, co w przerwie powiedział graczom Tarasiewicz, ale potrzebowali wstrząsu, żeby zacząć walczyć. Wcześniej część naszych orłów zachowywały się jak pizdusie.
Tu uwaga: nie chodzi mi o wynik spotkania. Przegrać zawsze można. Ale trzeba podjąć walkę. Kilku naszych graczy było tak wystraszonych roślejszych, a może tylko agresywniejszych graczy Groclinu, że na dobrą sprawę sami wystawili sobie cenzurkę. Ta cenzurka brzmi: „całkowicie wymienny” Na jego miejsce bierze się innego grajka i nie ma z powodu tej zmiany żadnego problemu.
To nie był najważniejszy mecz życia dla kilku graczy Śląska. Mila wcale nie musiał być zmotywowany. Ani Fojut, Pawelec czy Vuković. Ich nie było w Śląsku, gdy awansował do pierwszej ligi i gdy ci, którzy wywalczyli ten awans mieli z drużyny wylecieć wraz z trenerem. Ale paru innych zawodników powinno zostawić serce na murawie. Serce i zdrowie. Po ostatnim gwizdku powinni rzygać ze zmęczenia, prostować połamane nosy i rozcierać obolałe łokcie którymi łamali nosy rywalom.
Kto zawiódł? Kto się nie nadaje? Ten mecz na pewno „Taraś” będzie głęboko analizował. Pewnie nie raz i nie dwa razy. Będzie sobie musiał odpowiedzieć na pytanie gdzie zmierza i czy z tymi ludźmi jest mu, a zatem i nam – po drodze. Według mnie przynajmniej dwa przypadki są beznadziejne.
Roman Zieliński

				</div>