- Zostałem kibicem telewizyjnym. W redakcyjnej klasyfikacji spadłem z pozycji sympatyka do sympatyka biernego. Po meczu z Wisłą jestem wściekły. Nie na rezultat, bo przegraną z najlepszą aktualnie ekipą w Polsce wkalkulowałem, ale na styl w jakim nasi gracze przegrali to spotkanie. Większość z nich braki umiejętności powinni nadrabiać zadziornością, walką. A przede wszystkim zaangażowaniem. Tymczasem poza paroma wyjątkami tego ognia w poczynaniach nie widziałem. Dobił mnie Łukasiewicz, który zaliczył kolejną asystę i odniosłem wrażenie, że wszystko po nim spłynęło. Od chwili, gdy Celeban po idiotycznym zagraniu który w konsekwencji wymusił faul taktyczny, wyleciał z boiska, liczyłem już tylko na łut szczęścia i 0-0. A tu pan Antoni chwilę później wyjaśnił sytuację. Do końca rundy jesiennej nie pojawię się na stadionie przy ulicy Oporowskiej. To nie biadolenie kibica sukcesu. To wypowiedź naszego współpracownika, Janusza K. Na mecze Śląska chodzi jako sympatyk klubu. Jest lepszy od typowego piknika łasego na sukcesy, bo chodził na mecze ligi trzeciej. Teraz się zdenerwował na drużynę. Janusz nie jest także osobą, dla której 40 czy 50 złotych na bilet trybunę krytą stanowią poważniejszy problem. To bardzo niemiła informacja dla marketingowców Śląska. Trybuna kryta będzie nieco pustsza. Wątpliwe, by na miejsce Janusza znaleziono kogoś chcącego zakupić bilet. Janusz K, RZ
WYCIĄG Z KLASYFIKACJI PUBLICZNOŚCI PIŁKARSKIEJ:
Sympatyk – osobnik chodzący na mecze, ale nie uczestniczący w dopingu, skupiający się na oglądaniu meczu. Po spotkaniu czyta wiadomości o klubie, interesuje się jego losami. Piknik – osobnik skupiony podczas meczu na dłubaniu słonecznika. Albo w nosie. Nie zaangażowany w ruch kibicowski. Po wyjściu ze stadionu natychmiast staje się kierowcą (pasażerem), playboyem, piwoszem, przechodniem. Sympatyk bierny – osoba lubiąca swoją drużynę i sympatyzującą z nią, lecz nie uczęszczająca na spotkania swojego klubu. |