No, ponapinaliśmy się obustronnie i derby za nami. Śląsk bluzgał… a i tak nie udało się zmusić bractwa do bardziej spontanicznego śpiewania. Dotychczas pokutowało u nas przekonanie, że jak trzeba śpiewać, to jest lipa, ale jak pokurwować, to wszyscy chętni. Na lubinków jakoś nie poskutkowało i doping jaki był dotychczas, taki i w sobotę. O dopingu na Oporowskiej materiał powstaje już od dobrych kilku tygodni, zatem niedługo w Fanie się ukaże. Wracając do meczu: dało się zauważyć spore zainteresowanie tym spotkaniem w kilku fanklubach Śląska. Tam rzeczywiście to był pojedynek ważny. Generalnie przez znakomitą większość fanów Ślaska to spotkanie zostało jednak olane. Natomiast ciekawą rzecz zrobili kibice Miedzi Legnica. Przyjechali do Wrocławia prościutko ze swojego wyjazdu do Zielonej Góry. Teraz mniej biegłych w geografii zapraszamy do mapy. Najlepiej - drogowej. Ale jazda, co nie? Przed meczem mogło się coś zdarzyć, lecz się nie zdarzyło. Wrocławianie byli bardzo zawiedzeni, ale takie jest życie. Piłkarze udowodnili, że rozmowy z nimi są konieczne. Grali wciąż słabiutko, ale za to z dużo większym zaangażowaniem. Determinacja i legendarne już szczęście Wojtka Kaczmarka pozwoliły wygrać po raz trzeci w tym sezonie. Pogoda odpuściła, mrozu nie było. Zatem po raz ostatni tej jesieni trybuny jeszcze jako - tako wyglądały. Teraz mecze z Piastem, Odrą i Groclinem. Sporo osób zostało w domach. I obecnie się zastanawiają, czy oglądanie telewizji nie wpłynęło na zwycięstwo Śląska. Kreciki Teraz coś, o czym musimy nieco poteoretyzować. Postaramy się spojrzeć na spotkanie oczami rywali: Bardzo chcieli być głośni, ale po przerwie jakoś polowa miała dość wrocławskiej, fatalnej akustyki. I wielu dało sobie siana ze śpiewaniem. To, że mecz we Wrocławiu potraktowali prestiżowo świadczy fakt, że poubierali się jednakowo. Na byle jakie spotkanie takich akcji się nie robi. Ponadto przywieźli z sobą oprawę. O co w niej chodziło - opiszą sami, bo z naszej perspektywy trochę to było nieczytelne. Natomiast czytelny był krecik. No tak, władcy podziemia. Kret to takie zwierzątko, co całe życie grzebie w ziemi, pracuje jak wół i nic z tej pracy nie ma. Mały, podziemny idealista. Lubinki wywiesiły sobie flagę z napisem "Lubinki", ale chyba zostaną przemianowani na krecików. Za pół roku będą mieli nowa flagę. Nie wiadomo też jak lubinki zareagowały na flagę rozwieszoną na jednym z wieżowców na trasie ich przejazdu na mecz. Autobusami jechali z dworca PKP, gdzie dotarli specjalnym pociągiem. Flaga składała się z dwóch sektorówek. Lubińskich. Sześć lat temu zmieniły właścicieli, a teraz zszyte zakrywały pół budynku. Roman Zieliński, MS, KKK
|