(AKTUALIZACJA) Dolnym Śląskiem, ba, Polską wstrząsnęła informacja, że sztandarowa inwestycja Wrocławia jest zagrożona. Oczywiście brzmi to inaczej: "Firma Mostostal Warszawa nie jest w stanie wykonać budowy w wyznaczonym terminie - powiedział prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz.- Stwierdziłem, że ryzyko opóźnienia będzie narastało, jest bardzo duże. W związku z tym podjąłem decyzję o wypowiedzeniu umowy." Budowa stadionów we Wrocławiu to historia wielkich wałów Największym skandalem była oczywiście budowa kompleksu stadionów przy ul. Skarbowców. W miejscu, gdzie z uwagi na wiejące wiatry nigdy nie powinien stanąć żaden otwarty stadion, wybudowano dwa. Jeden typowo piłkarski, drugi typowo lekkoatletyczny. Oba nie różniły się niczym. Żeby było śmieszniej - oba nigdy nie zostały formalnie oddane do użytku. Wał ziemny Jak to możliwe, że na przełomie lat 70-tych i 80-tych podjęto decyzję o budowie stadionów na wałach ziemnych, podczas gdy nigdzie w cywilizowanym świecie takich obiektów już nie stawiano - możemy się jedynie domyślać. A w zasadzie - wiemy, lecz nie mamy dowodów. Ile jest betonu na takim ziemnym wale tego nie jest w stanie sprawdzić nikt. A cement był potrzebny w latach 80-tych, oj był. Ile prywatnych willi powstało z tego zaoszczędzonego na stadionie pewnie nie dowiemy się nigdy. Wał podstolikowy Gdy ówczesny prezes Ślaska Janusz Cymanek na początku obecnego wieku starał się o wybudowanie stadionu dla klubu, wielu patrzyło na niego jak na wariata. Tymczasem on znalazł chętnego na wybudowanie obiektu. Za - bagatela - 1 400 milionów złotych. Tak dla przypomnienia - obecny, i tak cholernie drogi, ma kosztować niespełna 900 milionów. Nie będziemy powtarzać bulwersujących szczegółów rezygnacji z tego projektu. Swego czasu opisywaliśmy je w Fanie. Podsumujemy jedynie, że ówczesny p/o prezydenta miasta, Stanisław Huskowski (Platforma Obywatelska) wyrzucił inwestorów pod byle pretekstem. A potem skłamał na konferencji prasowej, że w planie zagospodarowania przestrzennego miasta na tym terenie mają się znajdować jedynie huśtawki i budki z piwem. A powstał aquapark. Mamy podejrzenie graniczące z pewnością, że tak naprawdę chodziło o pieniądze, które można było zarobić przy wydaniu pozytywnej decyzji. A raczej w tym przypadku - nie można było. Jak zwał, tak zwał, lecz pewnie też wał Teraz nie ma wyjścia. We Wrocławiu ma być EURO, a na Oporowskiej ani na Stadionie Olimpijskim takich pojedynków rozegrać się nie da. Jak było z kandydaturą Wrocławia też chciałoby się przypomnieć - wykolegowano Kraków na cacy. To już jednak historia. W każdym bądź razie nagle się okazało, że w stolicy regionu stadion jednak jest potrzebny. Najpierw projektowano taki, który ma pomieścić 55 000 widzów i ma kosztować 350 milionów. Potem koszt wzrósł do 450 milionów. Następnie stadion zmalał (50 000), a koszt ponownie wzrósł do ponad 500 milionów. Na koniec stadion ponownie się skurczył do 42 000 miejsc, a koszt... ponownie urósł. Obecnie wynosi grubo ponad 800 milionów. Gdy śmialiśmy się na łamach Fana, że przez rok od podjęcia decyzji o organizacji EURO 2012 w Polsce wokół stadionu nie dzieje się nic, to urząd miejski uważał iż wszystko idzie zgodnie z planem. "Przygotowania trwają bardzo długo, ale potem wszystko pójdzie błyskawicznie". Chyba wiedzą, co mówią. Tym bardziej, że chwalono się publicznie - nie tak dawno zrobiono dzień otwarty na budowie, przyszło ponoć kilka tysięcy ludzi (interesujące - przybyli by zobaczyć budowę ledwo wystającą z ziemi, którą i tak można ujrzeć w internecie) Pewnie to samo mówiono kolejnym delegacjom UEFA, bo nic nie wiadomo, by wizytatorzy wyrażali zaniepokojenie wolnym postępem prac. Kiedy jednak ostateczna decyzja o lokalizacji mistrzostw zapadła, okazuje się że nie wszystko jest w porządku. Nagle ujawniono jakieś skandaliczne opóźnienia. Stadionu nie będzie? Dobra, bez przesady. Będzie. 100 procent gwarancji. Przy tak drogich inwestycjach zbyt wiele osób jest zainteresowanych, by one powstały. To nie przypadek, że we Włoszech, w kraju w którym de facto rządzi mafia buduje się mnóstwo dróg. Część z nich prowadzi... donikąd. Nie ważne jaka droga, gdzie się nią dojedzie, ważne że ją zbudowano, a kasa wyląduje w odpowiedniej kieszeni. Teraz poczekamy na ogłoszenie zwycięzcy "wyścigu po front robót". Potem pewnie się dowiemy, że inwestor z uwagi na "awaryjność" prac (przecież się nie spodziewał tych robót) dostanie więcej kasy i budżet budowy obiektu znów wzrośnie o kilkadziesiąt milionów. Na koniec popatrzymy czyją kampanię wyborczą będzie wspierać owe przedsiębiorstwo lub jego szefostwo. Bo gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Roman Zieliński
PS "Max Bögl, którego przedstawiciel Gerhard Hupfer przyjechał rozmawiać do stolicy Dolnego Śląska, również ma nadzieję na szybkie porozumienie. Hupfer dodał, że jego firma zna projekt, gdyż pamięta go z wcześniejszych rozmów." - za 90minut.pl Wczoraj kontrakt zerwano, dziś we Wrocławiu melduje się przredstawiciel konkurenta, który zupełnie przypadkiem pamięta szczegóły wcześniejszych rozmów, nie był przypadkiem na świateczno - noworocznej wyprawie na Jamajkę. Smród kibla dociera nawet przez internet. |