Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

JEDEN UMIERAŁ DRUGI TRACIŁ OKO

Dla kilku osób przyjazd fanów Wisły do Wrocławia był czasem wytężonej pracy. Czym innym jest przyjmowanie dwóch – trzech znajomków, a czym innym – kilkunastu.
Oczywiście były organizowane wspólne, większe przedsięwzięcia sponsorowane przez ogół kibiców Śląska i dla ogółu wiślaków, były pewne, procentowe, pamiątki (kto widział, ten wie o co chodzi). Ale było trochę imprez o mniejszym wymiarze ilościowym. Jednak jak na warunki domowe – dość huczne.
Imprezka
„T” miał za zadanie ugościć kilkanaście osób z Wisły. Mowa była nawet o 16! Paru wizytatorów jednak nie dojechało, lecz zapewnić żarcie, spanie nawet dla tuzina przybyszów stanowiło pewien problem.
„T” zaangażował sąsiada. „B” smażył kotlety, udzielał się jako gospodarz. Dla paru osób trzeba było zorganizować jakieś spanie, bo się im bractwo nie mieściło w domach. Kogoś „wrzucono” do kolegów, trzech najbardziej chwiejnych złożono w hotelu. Jednak zanim się ekipa położyła, spać przebojów „T” miał co niemiara. Palarnia, czyli wyjście z budynku było bombardowane woreczkami z wodą przez okolicznych mieszkańców, co raczej nie świadczy o słabym natężeniu głosów w czasie zadymiania płuc.
Gdy na imprezę dotarła niespodzianka, bractwo było już trafione, lecz owa niespodzianka ich dobiła dokumentnie. Parę osób było obecnych jedynie ciałem. Jeden z kibiców Wisły po wyrzyganiu wszystkiego wraz z żółcią zaczął tracić oddech i gdyby nie udzielenie pierwszej pomocy, to trzeba by szybko wzywać karetkę.
- My się odwdzięczymy – nie wiadomo, czy była to grzecznościowa formułka, czy zawoalowana groźba udostępnienia kąpieli alkoholowych podczas rewanżu jaki odbędzie się gdzieś w połowie kwietnia przyszłego roku. W każdym bądź razie owi obiecujący rewanż fani Wisły gdy to mówili następnego dnia wieczorem, twarze mieli poszarzałe. Nie od zapadającego zmroku bynajmniej. I nie od zbawczego piwa, którym leczyli się od kilku godzin.
Inni też mieli wesoło
To bardzo lakoniczny opis jednej z wielu podobnych imprez. A było ich kilkanaście. Ile pieniędzy dołożyli znajomi z osiedla – nie mam pojęcia. Ile „T” wydał kasy na ugoszczenie bractwa, tego także nie wiem, nie chwali się. Te imprezę wspomogły datki w kwocie 215 zł (dwóch ofiarodawców po 100 zł, jeden 15), które wręczono mi z przeznaczeniem „na Wisłę”.
W innych miejscach towarzystwo bawiło się równie hucznie. Na jednej z zachodnich dzielnic Wrocławia przez imprezę miało się przewinąć 30, maksimum 40 osób. Organizatorzy doliczyli się około 150... Na szczęście skandali nie było, zatem właściciel knajpy raczej był zadowolony. Bo utargu takiego jeszcze nie miał. Z kolei część fanów Białej Gwiazdy goszczono na wynajętych podwrocławskich ośrodkach.
Afera
W wszystko byłoby fajnie, gdyby nie zgrzyt na pewnej pomeczowej imprezie. W centrum miasta w knajpie „X” bawiono się dobrze do czasu, gdy wśród kibiców Wisły nie wybuchł spór. Z naszego, wrocławskiego punktu widzenia powód awantury był niezrozumiały. Kibice Wisły wzięli się za bary bo nie potrafili rozstrzygnąć kwestii „która zgoda jest lepsza, z Lechią czy ze Śląskiem”. Fani WKS-u zdziwieni nieistotnym powodem sporu nie ładowali się „między wódkę z zakąskę”, ale w pewnym momencie zrobiło się niebezpiecznie, bo wojownicy obu stron zaczęli się okładać nie tylko pięściami. Jednak osoba doznała urazu oka.
To ostatnie, opisane zdarzenie powinno być przestrogą dla fanów Wisły, do jakich skutków może doprowadzić „stopniowanie” zgód. Może dojść niepotrzebnych, wewnętrznych konfliktów.  Tym dziwniejszych, że fanatycy Śląska i Lechii o względy kibiców Wisły nie rywalizują. Po prostu ich lubią.

Roman Zieliński
Zmieniony ( wtorek, 13 października 2009 09:33 )