Grzegorz Schetyna opowiada o tym, że na mecze koszykówki chodziły rodziny i wypełniały Halę Ludową. Zjawisko to było dość interesujące, ponieważ po odpuszczeniu sobie spotkań koszykówki przez fanatyków piłkarskich frekwencje w tejże Hali wynosiły po 150 osób. Sprawdziłem osobiście. Ludzi obecnych na meczu (bodajże z Komfortem Stargard Szczeciński) policzyłem co do jednego. Potem faktycznie halę zaczęto zapełniać. Jak to robiono? No właśnie, tu zaczyna się problem. NA PEWNO rozdawano mnóstwo darmowych biletów. Głównie po szkołach. początkowo ponad połowa wejściówek nie była wykorzystywana. Potem, gdy boom na koszykówkę zaczął się rozkręcać zaczął się ich "drugi obieg", tzn. towarzystwo brało wejściówki, sprzedawało za pół ceny przed kasami i na piwo było. To jeszcze nic. Klub rozdawał wejściówki, które ludzie dostawali za darmo, lecz... sam otrzymywał za tę akcję dofinansowanie. Jednym podmiotem płacącym był fundusz promocji miasta. Zdaje się, ze nie tylko ten kanał dopłacania do Murzynów ganiających po parkiecie był używany. Kiedy w :"Wieczorze Wrocławia" bardzo nieporadnie cały proceder unaocznił redaktor Roman Skiba, to redakcja została zmuszona do napisania sprostowania. Po raz pierwszy w życiu widziałem sprostowanie dłuższe od samego artykułu. Jakiś miesiąc później Skiba stracił pracę w tej gazecie. Oczywiście budowana w ten sztuczny sposób widownia nie była tzw. "widownią twardą", czyli taką, która przychodziła na wszystkie mecze. Wybierała sobie te atrakcyjniejsze pojedynki. Jednak na jej bazie udało się wykreować grupki bardziej zżyte z klubem, jak choćby "Klub Wesołego Kibica". Który jednak potem nie oparł się dezintegracji. Ale dzieje ruchu kibicowskiego na koszykówce nie są tematem tego artykułu. Natomiast tym wszystkim, którym na Śląsku się marzy widownia koszykarska pragnę zwrócić uwagę na sam początek zwiększania frekwencji: BILETY POTENCJALNA WIDOWNIA OTRZYMYWAŁA ZA FRAJER. Roman Zieliński |
Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl