Arka Gdynia, a w zasadzie jej kibice, to wdzięczny temat dla naszych redaktorów. A zwłaszcza dla naczelnego. Więc teraz ma używanie na maksa. Oprócz najświeższych wydarzeń wraca często do dawniejszych chwil, które to wspomnienia dołączył do tego artykułu na jego końcu jako własną uwagę. A że kibice Arki sami wystawiają się na cel naszych jakże złośliwych spostrzeżeń,
to zupełnie inna historia.
- Słuchałem trybun podczas transmisji, sam meczyk obejrzałem dwa razy. Dla mnie arkowcy spisali się rewelacyjnie. Niemal pół meczu jechali swojej drużynie. Dosłownie lub w bardziej wysublimowany sposób. - Śmieje się Zieliński.
O nawoływaniu do wyjazdu do Bytomia pisaliśmy w relacji w “Naszych wyjazdach”. Po co jechać 500 kilometrów, by bluzgać na swoich, skoro nie można się zmobilizować do oglądania poczynań swoich patałachów na stadionie we własnym mieście (frekwencja była powaląjąca jak na mecz o życie)?
Po meczu ze Śląskiem gracz Arki, Bartosz Ława stwierdził, że grali jak na wyjeździe. Wywalił im prawdę w oczy, lecz to się nie spodobało. I teraz kibice Arki jadą z Ławą równo.
Arka w kwestii kibicowskiej zachowuje się co najmniej śmiesznie. Przed rundą wiosenną uznali, że mają remont sektora gości. Jakoś tak zawsze gdy tylko zbliżają się spotkania ze Śląskiem lub Wisłą, nagle zaczyna się ten sektor remontować. Gdyby tam faktycznie postawili jednego robola z taczka i łopatą, to przez ten czas “remontów” mieliby sektor dwupiętrowy z zadaszeniem.
Tu przypomnimy, jakie to pisemko dotarło do Wrocławia, gdy półtora roku temu Arka jednak nas wpuściła. Otóż napisano w nim, że wchodzić na sektor dla przyjezdnych będą mogły jedynie osoby zameldowane na Dolnym Śląsku. Śmialiśmy się, że najwidoczniej planowali wpuścić na sektor gości kibiców Zagłębia Lubin.
Arka się umawia, a potem olewa to, co sama zadeklarowała. Tak było z Lechią. Zresztą dwukrotnie gdańszczan w Gdyni olano. Najpierw coś innego ustalano, potem zapadały zupełnie inne decyzje. W sumie przed rokiem Lechia pojechała do Gdyni w mniejszej liczbie, niż się pierwotnie dogadano, a jesienią ubiegłego roku gdy znów naszym ziomkom obcięto ilość wejściówek - fanatycy Lechii zrezygnowali z uczestnictwa w wyjeździe.
Arka się tłumaczy, że kibice nie mają wpływu na działaczy. No to my zadajemy pytanie: jeśli nie macie żadnych wpływów, to PO KIEGO GRZMOTA SIĘ UMAWIACIE?
Ponoć odpowiedzialny za niedotrzymanie słowa pracownik Arki wyleciał z pracy. Nam to śmierdzi, pewnie wyleciał z roboty z zupełnie innych powodów. My nie wierzymy zapewnieniom z Gdyni - Lechia uwierzyła.
Pewnie w związku z tym wyrzuceniem Lechia chciała być honorowa i w rewanżu wpuściła ponad 600 arkowców na swój stadion. To fajnie widzieć jak rywale dostają szału, gdy ich drużyna przegrywa, lecz na całej tej operacji najwięcej straciła… sama Lechia. Adrenalina tak niektórym zabuzowała, że ktoś coś tam miotnął na murawę. Ponadto wywieszono mający dodatkowo wkurzyć kibiców Arki transparent. W sumie niby nic wielkiego, lecz w konsekwencji spotkanie z Jagiellonią, jakże ważne z punktu widzenia aktualnej sytuacji w tabeli, Lechia zagra przy pustych trybunach. Gdyby Lechia zamiast na pokazywanie wielkopańskiego gestu zdecydowała się na złośliwe ograniczenie dla kibiców Arki, wówczas ciśnienie byłoby mniejsze i pewnie flaszka by nie obrała paraboli na arbitra.
Swego czasu odradzaliśmy Ptakowi, ówczesnemu prezesowi Śląska, wpuszczenia Widzewa. On sie uparł, na Stadionie Olimpijskim była bieganina w konsekwencji której trzy mecze graliśmy przy pustych trybunach. Potem Ptak stwierdził, że faktycznie lepiej byłoby nie wpuszczać Widzewa i zapłacić karę. Taniej by wyszło.
AP, KP, RZ
PS Cały czas mam w pamięci, jak kibice Arki ustawili się rzędem plecami do boiska stadionu przy ulicy Oporowskiej i ściągnęli gatki wypinając dupska. Kilkunastu takich cwelo - orłów zanotowaliśmy wówczas. To było w sierpniu 1994 roku.
Roman Zieliński
</div>