Typowo piknikowy wyjazd, choć w pewnym momencie jeden z uczestników wyprawy o mało nie dostał szału. Poza tym cholera wie, jak liczyć tę eskapadę w statystykach. Czy stojąc za płotem można sobie mecz zaliczyć, czy nie? Kilka osób miało takie właśnie dylematy. Rozstrzygnął je „M.”
ucinając wszelkie dyskusje twierdząc, że jest to sytuacja w której nic nie zależało od nas, zatem mecz można spokojnie zakwalifikować jako wyjazd zaliczony.
Przygotowania
W zasadzie nie było żadnych. Owszem, rozmawiano z kilkoma osobami z Piasta, lecz jeszcze bardziej wsłuchiwaliśmy się w odgłosy po wyjazdach do Gliwic innych ekip. Po Legii ponoć coś się tam działo, zatem mieliśmy obawy, czy stanie za płotem nie zostanie uznane za czyn przestępczy. Jednak nic podobnego się nie zdarzyło. Natomiast po wizycie Wisły w Gliwicach usłyszeliśmy, że miejscówka jest całkiem sympatyczna i że warto przybyć w to miejsce wraz z własnym grilem. I browarem. Tak więc zarządzono jazdę ze sprzętem do podgrzewania kiełbasy, samymi kiełbasami oraz z napojami mającymi za zadanie ugaszenia pragnienia. Niekoniecznie tylko gazowanymi. Ponadto ustalono czas i miejsce zbiórki. Tak, by dojechać na ostatnią chwilę. Wszakże element wchodzenia na stadion nie obowiązywał. I to by było na tyle z przygotowaniami.
Sporo osób zdając sobie sprawę z tego, że wejścia na obiekt jest niemożliwe zrezygnowało z wyjazdu dochodząc do wniosku, ze lepiej będzie oglądać spotkanie w telewizji.
Jazda
Jak zwykle był kłopot z utrzymaniem szyku w czasie jazdy.
- Czekam na taką chwilę, gdy ktoś dostanie wpierdol. Bo się wybije gdzieś w solo. Części tych, którzy zaczęli jeździć do niedawna się wydaje, że gadki o tym, że gdzieś ktoś kogoś złapał i obił, to typowe legendy, które zdarzają się tylko innym. Przebudzenie będzie okrutne – skomentował fakt jazdy „na beztrosko” kilku załóg „J”.
Mimo wszystko nic się nie zdarzyło. Raczej dlatego, że nie było chętnych na grila po drodze.
Wiedzieliśmy, że tak będzie. Podobny scenariusz testowaliśmy w środę przemieszczając się do Wodzisławia. Zresztą dlatego opis tego wyjazdu został nieco w Fanie przetrzymany.
Mecz na trybunach
Piast na spotkanie ze Śląskiem specjalnie się nie przygotowywał. Tuż wcześniej do Gliwic zawitały takie firmy jak Górnik (lokalna największa wojna), Amica, Legia i Wisła (sportowo, bo kibicowsko to były Lech, Legia i Wisła), zatem ekipy z czołówki każdej klasyfikacji. I na te mecze gliwiczanie się sprężyli szczególnie. Na Śląsk pary już nie starczyło. Doping miejscowych również dużo lepszy był na wyżej wymienionych spotkaniach.
Ze strony fanatyków Śląska doping był symboliczny. Znakomita część w ogóle nie widziała boiska, inna sprawa, że część płotu została trochę bezsensownie zasłonięta flagą „Wielki Śląsk”, można był barwę obniżyć o 50 centymetrów – efekt byłby mniej więcej taki sam, a część kibiców przyjezdnych może nieco częściej by zerkała na wydarzenia stadionowe. Część bractwa zajęła się jedynie pieczeniem kiełbasek, karczków i schabów i spożywaniem tych dóbr oraz wchłanianiem piwa.
Mecz na boisku
O tym, co się działo na murawie lepiej wypowiedzą się ci, którzy nie wyruszyli z domów i spozierali na mecz poprzez telewizję, bo zza ogrodzenia nawet najbardziej zadeklarowani miłośnicy futbolu i tak niewiele widzieli.
Mecz był toczony w niezbyt szybkim tempie, sprawiał wrażenie jakby był rozgrywany bez specjalnej zaciętości. Śląsk wykazał więcej chęci do gry i stworzył więcej sytuacji. A że miał także więcej szczęścia, zatem zwyciężył. No i teraz w strefie spadkowej zrobiło się naprawdę ciekawie.
Powrót
Generalnie było spokojnie. Jednak zdarzyło się coś, przez co jednego z wrocławian o mało nie trafił szlag. Jak można w 51 samochodów pojechać w ten sposób za sobą, ze 46 fur jedzie jak trzeba, a pięć się zgubiło na… samym starcie? Kierowca feralnego, 47. wózka nie potrafił pojechać za samochodem ruszającym przed nim i po 100 metrach jazdy zamiast skręcić w lewo kontynuował podróż na wprost ciągnąc za sobą 4 kolejne samochody? Jadący na końcu kawalkady o mało nie dostał szału. Tu nie podamy numerów rejestracyjnych owego „geniusza” choć się należało. Może następnym razem by był przytomniejszy.
Śląsk mistrzem na całym Śląsku
Zespół Śląska w ligowych rozgrywkach sezonu 2008/09 odniósł trzy zwycięstwa. Wszystkie na Górnym Śląsku. W Zabrzu 2-1, w Chorzowie także 2-1 i w Gliwicach 1-0. Do tego remisy w Bytomiu (1-1) i Wodzisławiu (0-0).
Ilu nas było?
51 aut z fanami Śląska to około 220 osób. Do tego 25 kibiców Wisły (w tym liczna ekipa z Nowej Huty, Beerboysi oraz przedstawiciel jednego z górnośląskich fanklubów) oraz 5 osób z Opavy. W sumie za płotem przy zwycięstwie Śląska w Gliwicach było mniej więcej 250 osób.