Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

Gdynia 2 maja 2009 Arka – Śląsk 3-3

(ARTYKUŁ AKTUALIZOWANY)

Mecz z Arką był takim, w którym Śląskowi kibicowało pół ekstraklasy. Oprócz Poznania i Gdyni. Zresztą w samej Gdyni mieli kilka powodów, żeby być przeciwko Śląskowi. Podstawowy to, rzecz jasna, interes Arki, która znajdując się w strefie barażowej

potrzebuje punktów jak ryba wody.

45 sekund
W Gdyni Śląska się nie lubi z założenia. Do tego stopnia, że jak do tej, nadmorskiej miejscowości ma przybyć kohorta kibiców z Wrocławia, natychmiast się wymyśla remonty sektora gości i inne tym podobne bzdury. Tym razem było identycznie, zatem żółto- niebieskie bawiły się same. Mimo wszystko czas bez bluzgów na Śląsk był minimalny, miejscowi wytrzymali jedynie 45 sekund, po czym poleciały wiąchy na WKS. Brawo, brawo.
Aha, po meczu jakiś burak pchnął barkiem Tarasiewicza. W ten sposób Arka awansowała o kilka pozycji w lidze chuliganów.
Mecz podtekstów biznesowych
Na spotkaniu pojawił się „najlepszy płatnik”, najbogatszy człowiek z północy Polski, Ryszard Krauze. Tymczasem to od Krauzego niedawno akcje firmy Bioton wykupił Zygmunt Solorz, obecnie związany ze Śląskiem.
Rok temu Arka była najlepiej opłacanym klubem drugoligowym. Jej budżet kształtował się na poziomie najlepszych klubów z ligi pierwszej. Mimo to gdynianie awans uzyskali tylko dlatego, że za kupczenie meczami z najwyższej klasy rozgrywkowej poleciały Zagłębie Lubin i Korona Kielce. Po 4. seriach obecnego sezonu Arka była na samym czubku tabeli z dorobkiem 10 punktów. Teraz, na 4. kolejki przed końcem rozgrywek dorobek Arki to zaledwie 16 oczek więcej. I to w Gdyni mentalnie przygotowują się do katastrofy.
Kto był za Śląskiem?
W tym spotkaniu za Śląsk kciuki trzymali niemal wszyscy. Nie dlatego, by Śląsk był klubem tak lubianym. Większości chodziło o to, by udupić Arkę. Interes w przegranej klubu z Gdyni mieli w Zabrzu i gorszej (żydowskiej) części Krakowa. Bo by wydostać się ze strefy spadkowej do barażowej, to trzeba dopaść i prześcignąć znajdującego się na miejscu dającym możliwość występowania w repasażach. Czyli Arkę.
Za Śląskiem byli w: Gliwicach, Wodzisławiu, Łodzi (jednej z części miasta), Chorzowie, Białymstoku, Bytomiu i najbardziej w Gdańsku. Bo każda strata punktów przez siedzącą w strefie barażowej Arkę oddala od zespołów z tych miast widmo spadku. No i oczywiście sentymentu do Śląska można było oczekiwać w Legnicy, Lublinie i z lepszej (większej) części Krakowa, ale to wyłącznie z uwagi na sympatie kibicowskie.
„Wszyscy do Bytomia”
Na płocie stadionu w Gdyni widoczny był transparent z napisem nawołującym kibiców Arki do wyjazdu do Bytomia.
- Ale jaja, nawołują do wyjazdu, tymczasem nie potrafili przyjść na mecz w Gdyni – nabijali się redaktorzy Fana obserwując to spotkanie w telewizji.
Arka w ogóle miała kłopot z dopingiem. Polewkę można sobie zrobić obserwując raport z dopingu na meczu Śląska w Gdyni, ale z pojedynku rewanżowego o puchar ekstraklasy. Na meczu ligowym miało być inaczej, jednak skończyło się jedynie na zapewnieniach. Mało ludzi, podkrętki w postaci kibiców przyjezdnych nie było, atmosfera ogólnie senna. Ospali gniazdowi stali sennie na swoim posterunku z nieużywanym bębnem. Publika ożywiła się pod koniec spotkania tylko z uwagi na wynik, który z trefnego nagle stał się w miarę przyzwoity.
Mecz na boisku
Powiedzmy sobie szczerze: jeśli Arka zostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, to w przyszłym sezonie parę zespołów nie będzie miało o co grać. Bo Jagiellonię z minus dziesięcioma punktami i właśnie Arkę z jej grą i fatalnym, finansowym zapleczem będzie można typować w ciemno do spadku. Nie dość, że patałachy niewiele potrafią, to jeszcze mając nóż na gardle zawodnicy Arki nie wykazywali większej chęci do gry. To, że uratowali remis mogą zawdzięczać… obrońcy Śląska, Jarosławowi Fojutowi. Gol na 2-3 to był majstersztyk w wykonaniu tego zawodnika. Od tego momentu w grę Śląska wkradła się nerwowość, która zaowocowała bramką wyrównującą, zresztą autorstwa naszego bohatera.
Co z tym fantem zrobi trener Tarsiewicz – nie wiemy. Normalnie gość powinien zaliczyć kilka spotkań na ławce rezerwowych, tak by ochłonąć, przemyśleć swoje babole, mieć większą motywację do zwiększonej koncentracji w trakcie kolejnych spotkań, w których będzie występował.
I na zakończenie wątku czysto piłkarskiego. W Fanie śmialiśmy się, że ci, którzy odpuszczają spotkania po to, by w następnym grać lepiej, najczęściej wychodzą na tym jak Zabłocki na mydle. Śląsk w pierwszym meczu pucharu wójta z Arką zagrał serio i gładko wygrał 3-0. Potem puknął Jagiellonię, następnie osiągnął cel, jakim był awans w pucharze przegrywając co prawda w Gdyni 0-1, jednak 3-0 z Wrocławia wystarczyło z nawiązką. I na koniec remis z Arką 3-3. Kto był w tym ostatnim pojedynku zdecydowanie lepszy – było widać. A Arka? Odpuściła puchar i z niego wyleciała, w międzyczasie przegrała w Gdańsku i na koniec zremisowała ze Śląskiem. Dzięki postawie swojego tajnego, dwunastego zawodnika Jarosława Fojuta. Który był najlepszym zawodnikiem Arki.
Na koniec: gdyński kompleksik TKWM
I już tak na zakończenie uwagi statystyczne: Arka w obecnym sezonie z klubami, które się tytułują „Trzema Królami Wielkich Miast”, czyli ze Śląskiem, Wisłą i Lechią zdobyła tylko ten jeden, jedyny punkt. Przypomnijmy: jesienią Arka w Krakowie poległa 0-4, następnie padła u siebie z Lechią 0-1, by zakończyć tę serię przegraną 1-2 we Wrocławiu. Wiosną scenariusz był niemal identycznie tragiczny dla Arki: najpierw 0-1 u siebie z Wisłą, potem 1-2 w Gdańsku. I już było blisko przegranej ze Śląskiem, ale przy pomocy Fojuta udało się im zremisować.
Jedynym pozytywnym z punktu widzenia Arki wydarzeniem tego sezonu było wyeliminowanie Lechii z rozgrywek o puchar wójta. Tyle, ze dwie rundy później gdynianie musieli uznać wyższość Śląska.
Ilu nas było?
Oczywiście 0. Jak już wspomnieliśmy na wstępie z uwagi na wypłakane przez klub z Gdyni u PZPN-u zezwolenie na grę na swoim stadionie bez kibiców gości. Srał ich pies. Kiedyś będzie rewanż, o „przysłudze” my, kibice Śląska nie zapomnimy.
Ile moglibyśmy wykorzystać biletów? Z samego Wrocławia pewnie jakiś tysiąc by się wyprawił. Jak nie więcej w ten majowy, długi weekend. Oceniamy to na podstawie naszych ostatnich frekwencji wyjazdowych, bowiem wykorzystujemy przyznane nam miejsca w… 150 procentach. Lechia przy dobrej podkrętce pewnie zameldowałaby się w kilka tysięcy osób. W 2002 roku przy 300 fanatykach Śląska na trybunach obiektu Bałtyku zjawiło się na sektorze gości 1100 osób. 800 oczywiście stanowili gdańszczanie, a wówczas Lechia wtedy występowała bodaj w okręgówce i na jej mecze przychodziło po 1500 widzów. Teraz Arka lepiej finansowo by wyszła, gdyby całą pulę wejściówek przeznaczyła dla nas.

Doskład:

Doszły do nas sygnały, że z tą ilością kibiców Ślaska, którzy mogli przybyć do Gdyni tośmy sobie pofolgowali fantazji. No to odpowiadamy: 494 osoby zamiast do Gdyni pojechało z Lechią do Zabrza. Jakie ciśnienie moglibyśmy wytworzyć na WŁASNY mecz? Kolejne pytanie: ilu fanatyków Lechii, którzy nie pofatygowali się do Zabrza chętnie odwiedziłoby z nami Gdynię? Mamy podejrzenie graniczące z pewnością że 4 tysiące by się uzbierało lekkim leszczem. Tu przypominamy, ze w lutym w Gdańsku zawitaliśmy w 2 300 osób.

No i piłkarze Arki nie zebraliby jobów od “swoich” sympatyków. Czy wiecie, że po tym spotkaniu Bartosz Ława, jeden z podstawowych graczy Arki stwierdził, ze czuł się jak na wyjeździe? Teraz właśnie z powodu tej wypowiedzi w Gdyni zaczyna się nagonka na niego. No to winnego spadku już mają.

PS Remis Arki ze Śląskiem niesie ze sobą jeden pozytyw. Otóż w Gdyni uważają go za zwycięstwo, choć przyniósł tylko jeden punkt. Ale po tym spotkaniu nikt nie wyrzuci trenera Marka Chojnackiego. Przy przegranej mógłby wylecieć. Tymczasem to nie jest chłop z charyzmą, który potrafiłby wstrząsnąć zawodnikami. I z tym szkoleniowcem szanse na utrzymanie Arka ma niewielkie.
Andrzej P

				</div>