Jutro będziemy obchodzić drugą rocznicę od momentu w którym Polskę wraz z Ukrainą ogłoszono gospodarzami mistrzostw Europy. A w zasadzie było odwrotnie; zwyciężyła Ukraina
(to kasa tamtejszych oligarchów powpychana do odpowiednich kieszeni pozwoliła na zdobycie odpowiedniej ilości głosów), a Polska była przylepiona na doklepkę, żeby wszystko ładniej wyglądało.
Inny klimat
Gdy przypominamy sobie klimat tamtych dni i porównujemy do tego, co się dzieje obecnie, wówczas widać dziwną różnicę. Otóż 2 lata temu fetowano zwycięstwo w czterech miastach: Warszawie, Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu. Tymczasem teraz, po ponad siedmiuset dniach oficjalnie zastanawiamy się, które miasta, oprócz stolic (Warszawa i Kijów mają z urzędu zagwarantowane mecze EURO), będą gościć uczestników tej imprezy. Obecnie akcje Poznania, Gdańska i Wrocławia zdają się stać równo z notowaniami Krakowa i Chorzowa.
Przypomnijmy zatem jeszcze jeden fakt. Otóż jeszcze przed przyznaniem EURO 2012 Polsce i Ukrainie nastąpiła zmiana miasta kandydackiego z Krakowa na Wrocław. Według dobrze poinformowanych zmiana ta była podyktowana strefami wpływów poszczególnych polityków. Wrocław miał silniejsze lobby.
Teraz kandydatura Wrocławia słabnie w oczach. Obserwatorzy życia politycznego uważają, że jest to kolejne odzwierciedlenie przetasowania sił politycznych. Prezydent stolicy Dolnego Śląska , Rafał Dutkiewicz, ma zostać uwalony, tym razem przez byłych kolegów z Platformy Obywatelskiej. Za to, że sam chce zostać prezydentem Polski, zamiast wcześniejszego pryncypała – Donalda Tuska. A nie przyznanie EURO Wrocławiowi to byłoby ewidentne wydutkanie Dutkiewicza.
Rzecz jasna ostateczną decyzję o tym jakie miasta będą gościły uczestników EURO wyda komitet wykonawczy UEFA, lecz wątpliwe jest, by została zaakceptowana kandydatura, która nie ma poparcia wśród elit władzy państwa, w którym impreza ma się odbyć. Dlatego Platini i jego paladyni dokładnie wsłuchują się w to, co mówią im premierzy, prezydenci, ministrowie. A co takiego mówią? Tego właśnie nie wiemy.
Stadiony inne, czas ten sam
Wiele wskazuje na to, że właśnie odbywa się ostatni etap wyścigu po organizacje tej imprezy. Aż dwa lata musiały minąć, by wykaraskać się z robót papierkowych. Dziwnym zbiegiem okoliczności po kilkuset dniach posuchy teraz nagle wszyscy zaczęli ogłaszać że przetargi na budowę stadionów zostały podopinane do końca. Jakby Wrocław, Gdańsk i Warszawa żyły w jakiejś dziwnej symbiozie. Jak jest naprawdę, to się jeszcze okaże, bo być może za jakiś czas okaże się iż wszyscy kłamali jak z nut.
Prezydent w impasie
Powtórzę to, co w Fanie znalazło się już wcześniej. Nam EURO potrzebne do niczego nie jest, natomiast stadion potrzebny jest jak najbardziej. Stadion powstanie tak czy inaczej, to jest już jasne, bo Dutkiewicz z transakcji z Solorzem się nie wycofa nawet gdyby się okazało, że mistrzostwa nie są dla Wrocławia, (wówczas straciłby poparcie w samym mieście). Ale jest całkiem prawdopodobne, że ostatecznie zostanie pokazany jako nieudacznik po tym, jak w maju się okaże iż kolejna po EXPO impreza Wrocławiowi umknęła. A na tym kilku osobom w tym kraju zależy.
Roman Zieliński
PS. Sytuacja Dutkiewicza jest porównywalna do brydżowgo impasu. Położy waleta, to rywal przebije damą. Położy króla, zostanie pobity asem. Ciekawe, czy Dutkiewicz gra w brydża? Rzecz jasna sytuacja samego Dutkiewicza obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.
Dutkiewicz kontratakuje
No i pojawiła się kontra Dutkiewicza. Otóż w mediach można było znaleźć sformułowania typu: odpadnięcie Wrocławia będzie wielką porażką Schetyny.
Owszem, będzie. Ale teraz sam Schetyna musi wybrać, czy zaliczyć porażkę medialną jeśli Euro nie zostanie przyznane Wrocławiowi, czy włożyć argumenty w ręce Dutkiewicza, z którym walka idzie o znacznie wyższa stawkę, niż kilka meczów piłkarskich.
</div>