| 26 września 2007 roku zdarzyło się coś, co ostatni raz we Wrocławiu miało miejsce ćwierć wieku wcześniej. Nie starczyło biletów na mecz piłkarski. Właśnie minęły dwa lata od tego momentu. Historia Ostatnia kolejka sezony 1981/82, Śląsk grał z Wisłą Kraków. Zwycięstwo dawało Śląskowi tytuł mistrzowski. Na ten mecz chciał przyjść cały Wrocław. W kasach zabrakło biletów, choć wówczas pojęcie ograniczonej ilości widzów w zasadzie nie istniało. Potem były lata różne. Puchar Polski w 1987 roku, spadek z I ligi w 1993, tryumfalny powrót do ekstraklasy (1995) i wycofanie z rozgrywek cztery lata później. Awanse i spadki wplatały się w historię Śląska, a w roku 2003 Wrocław poczuł smak III ligi. Podnoszenie z padaczki Oprócz tego wszechogarniająca futbol korupcja którą czuło się przez skórę, to wszystko miało wpływ na zainteresowanie Śląskiem. Powiedzmy sobie szczerze: było nikłe. Niespełna dwutysięczne widownie na spotkaniach z badziewiarskimi klubami typu Walka Zabrze, Włókniarz Kietrz, Swornica Czarnowąsy, Carbo Gliwice czy innymi „firmami”. To, że Śląsk nie przestał być firmą zawdzięcza grupie fanatyków. Tych, którzy chodzili na mecze z badziewiarskimi klubami, którzy tułali się po Polsce jeżdżąc za swoim klubem. Wyciąganie z dołka było działaniem karkołomnym. Na szczęście trafił się Tarasiewicz. Z minimalnymi pieniędzmi potrafił tak zmobilizować swoich podopiecznych, że potrafili grać na 120 procent swoich umiejętności. Przyszedł awans do II ligi i wzrost frekwencji, potem po dwóch latach na zapleczu ekstraklasy przyszedł rok ataku na najwyższą klasę rozgrywkową. No, tak po prawdzie cel postawiono inny: awans ma zostać zrealizowany w roku 2009. Na szczęście to KIBICE zauważyli, że sezonu 2007/08 nie można odpuszczać, bo w związku z karami za udział w aferze korupcyjnej nie wiadomo jaka będzie wymienność klubów w planowanym sezonie 08/09. Lepiej było przejść do ataku już w sezonie wcześniejszym. Wtedy wydawało się, ze jest to walka o jedno miejsce, karnie zdegradowana Arka mimo pięciu ujemnych punktów zdawała się być poza zasięgiem. Kop medialny W trakcie „przyśpieszonego” marszu o awans Śląsk miał szczęście. W 1/16 Pucharu Polski trafił na najbardziej medialną drużynę w kraju. 26 września 2007 roku zawitał komplet publiczności, ba bilety wyprzedano w przedsprzedaży, czego nie było na Oporowskiej od ćwierćwiecza. Mecz z Wisłą był kapitalnym spektaklem. Takiego w historii jeszcze nie było. Nad stadionem telebim, porozdawane gratis zielone koszulki wręcz biły w oczy na trybunach. Kapitalna oprawa stworzona wspólnie przez wrocławskich i krakowskich ultrasów i wreszcie sam mecz. Śląsk przegrywał 0-2, lecz wyciągnął na remis i doprowadził do dogrywki i rzutów karnych. To spotkanie dało impuls do „mody na Śląsk”. Nagle chodzenie na mecze przestało być postrzegane jako zabawa w polowanie, w którym zwierzynę łowną stanowi idący na imprezę. Nawet odwiedzanie Oporowskiej zaczęło być modne. A frekwencja z 2 tysięcy w III lidze wzrosła do liczby pięciocyfrowej. Dzień dzisiejszy Śląska Teoretycznie teraz powinno być już z górki. Obecnie Śląsk gra w ekstraklasie, za rywali ma najbardziej markowe zespoły, najwyższa klasa rozgrywkowa jest promowana przez media sama z siebie. Czy udało się zrobić ze Śląska klub, który przyciągały tłumy? Pierwsza część odpowiedzi już za kilka godzin, podczas meczu z Ruchem Chorzów. Coś nam się zdaje, że druga część tego artykułu – niebawem. Andrzej P, RZ
<li>
<a href="javascript:JOSC_addNew()">Dodaj nowy</a>
</li>
<li>
<a href="javascript:JOSC_searchForm()">Szukaj</a>
</li>
</ul>
</div>
<div>
Komentarze (0)
</div>
|