Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych Janusz Atlas napisał o mnie w pewnym, upadającym obecnie tygodniku oczerniające mnie słowa, wylądowaliśmy w sądzie. Oprócz kłamstw w artykule Atlas zawarł sugestię, żem totalny leszcz i chętnie ze mną wyjdzie na solo. Leszcz to pewnie jestem, ale wynik walki wręcz z takim gigantem pięści jak Janusz A. był dla mnie znany jeszcze przed jej rozpoczęciem. Kiedy sprawa (gdzieś około 2000 roku) znalazła swój finał i tygodnik malutkim druczkiem, gdzieś na samym końcu zamieścił sprostowanie, zaproponowałem Januszkowi „wejście w podwórko”. Nie poprzez łamy gazety, lecz prosto w oczy. Januszek skrewił. Teraz Atlas został rzecznikiem prasowym Polskiego Związku Piłki Nożnej. Pierwsza rzeczą o jakiej zaczął bajdurzyć to piłkarscy chuligani. Dałbyś sobie chłopie spokój. Kiedyś wierzyłem, że masz polot. Teraz dochodzę do wniosku, że masz zaćmę na umyśle. Nie zauważyłeś, że w czasie największego piłkarskiego przekrętu to właśnie chuligani byli jedyną ostoją zasad w środowisku piłkarskim. Reszta (działacze, piłkarze, nawet futbolowi pismacy) tak naprawdę żyli w świecie wałków i lewej kasy. - Wiedziałem, że są przekręty, lecz sobie sprawy nie zdawałem, że na taką skalę – to Twoje słowa jakie wypowiedziałeś po wybuchu afery korupcyjnej w rodzimej piłce. Teraz firmujesz swoim nazwiskiem organizację, którą opluwałeś jako pismak. Zrobiłeś jak sprzedajna dziwka. Ale ja się jakoś Twojej postawie nie dziwię. Roman Zieliński