Z piłką ten tekst wspólnego wiele nie ma. Z kibicowaniem jest związek bardzo luźny. Ot nasz kolega, kibic Śląska mieszkający od ponad 20 lat w Niemczech ma obecnie takie koligacje rodzinne, że jego powinowatym jest były wyższy oficer lotnictwa USA, weteran wojny koreańskiej. Ma na swoim koncie zestrzelenie sowieckiego MiG-a, co akurat mu się chwali. Choć po polsku gadać nie potrafi, jednak w naszym kraju bardzo mu się podoba. Jak twierdzi, same normalne twarze widać. Co ma na myśli – łatwo się domyśleć. Ale inna opowieść 85-latka bardziej nas zainteresowała. Gdy mieszkaniec Arizony, czyli jednego z południowych stanów USA miał 15 lat z fermy ginęły kury. Dość regularnie. No to kandydat na kowboja zaczaił się nocą na zwierza. Ciemno choć oko wykol, aż wreszcie lis (wilk czy inna cholera) przedziera się przez krzaki. Przyszły lotnik poczekał, aż gałęzie zaczęły się ruszać blisko niego i wypalił z dwururki. Niestety, zwierz zbiegł. Następnego dnia okazało się, że w szkole się nie pojawił pewien Murzyn. Taka, świąteczna opowieść... Ringo