Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

Część III: Czym żyliśmy w zeszłym roku?

To kolejny odcinek z serii podsumowania poprzedniego roku kalendarzowego. Zapis tego co za nami, byśmy nie zapomnieli swojej najnowszej historii. Dotychczas przypomnieliśmy sobie dwa pierwsze miesiące roku, lecz w porównaniu z tym, co było później był to okres jałowy. Natomiast wraz z początkiem marca zaczęło się dziać, oj zaczęło. Drugoligowy Śląsk trafił  na czołówki gazet sportowych. A we Wrocławiu okazało się, że ci, którzy

najwięcej gadali o Śląsku tak naprawdę chcieli na nim ukręcić swoje lody.
MARZEC
Od początku tego miesiąca nagle stało się mniej ważne czy budowlańcy skończą na czas remont trybuny krytej, czy nie. Okazało się bowiem, i to nagle na zwołanej ni z gruszki ni z pietruszki konferencji prasowej, że Śląsk przestanie istnieć. Ogłosili to wspólnie prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz i właściciel pierwszoligowego Groclinu Grodzisk Wielkopolski Zbigniew Drzymała.
Dutkiwicz stwierdził iż „Nowo powstały twór będzie nosił nazwę „Śląsk”, zachowa herb i barwy”. Rozumiecie? NOWO POWSTAŁY.
Nasz red nacz. doszedł wówczas do wniosku, że na sprzedaż w obecnym świecie jest już wszystko. Wraz z honorem. Stąd jego artykuł „Hitler miał rację”, który wrzucamy na stronę Fana ponownie. Nie zdeaktualizował się. Co chcieli poznaniacy?
Teraz, już po czasie łatwo nam jest pokazać, co tak naprawdę obaj mieli na celu.
Dutkiewicz wymyślił sobie, że w ten sposób „załatwi” sprawę awansu do pierwszej ligi. Ponadto marzył mu się pewien dil. Otóż warunkiem wejścia kapitału Drzymały do Wrocławia miało być zakupienie przez gminę Wrocław hotelu i stadionu w Grodzisku. Oczywiście za pieniądze miejskie. Tymczasem za jakiś czas te pieniądze w formie rewanżu miały zostać użyte do kampanii prezydenckiej Rafała Dutkiewicza. Tak przynajmniej twierdzą wrocławskie salony. Bo ambicje Dutkiewicza nie kończą się na prezydenturze Wrocławia, on chce być prezydentem Polski.
Ponadto Dutkiewicz myślał, że „organizując” Śląskowi awans do pierwszej ligi będzie miał za sobą uwielbienie tłumów, które przecież tego awansu łakną.
Innymi słowy: myślał chłopina, że sobie zapewni jeszcze większe poparcie, a przy tym ustrzeli swój prywatny, polityczny interes.
Co natomiast chciał ugrać Drzymała?
Tu również jesteśmy mądrzejsi. Widać jest jak na dłoni, że producent foteli samochodowych chciał zlikwidować swój klub. Czy ma to związek z interesami, czy z ucieczką przed odpowiedzialnością (wiemy jak w Polsce załatwiało się awanse, a przecież Groclin dwa razy wchodził do pierwszej ligi, ponadto klub zdobył wicemistrzostwo Polski, a taka operacja bez działań podstolikowych byłą niemożliwa).
Jednak gdy w Grodzisku rozważano opcję „Wrocław” Drzymała chyba jeszcze nie myślał o całkowitym rozbracie z futbolem. Jego kalkulacje były chyba inne. Chciał się wkręcić w tę stronę, która byłą dla niego gwarantem nietykalności. Wszakże Śląsk jest kojarzony ze Schetyną, a aktualny minister spraw wewnętrznych i administracji byłby najlepszym parasolem przed odpowiedzialnością za futbolowe wałki nawyczyniane wcześniej.
Tak to leciało naprawdę, ale wówczas wyglądało to inaczej. Obaj panowie złożyli podpis na dokumencie, który jak pokazała przyszłość był gównianym skrawkiem papieru. Było na nim jak byk, że Groclin przejmuje Śląsk. Tym samym historia naszego klubu miała się zakończyć z dniem ostatniego gwizdka w II lidze w sezonie 2007/08.
W Fanie ukazał się artykuł „Śląsk sprzedała Pyra Pyrze”, jako że zarówno Drzymała jak i Dutkiewicz to przedstawiciele Wielkopolski. Dziwiliśmy się również czemu taką decyzję ogłasza się tuż przed rozpoczęciem rozgrywek, bowiem w tej sytuacji odbierano Tarasiewiczowi możliwość wpływania na zawodników. Wszakże ci nagle dowiedzieli się, że nie ma większego znaczenia, czy wywalczą awans czy nie, bo i tak Wrocław będzie reprezentowany w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ponadto i tak nie ma znaczenia ich gra, bo na końcu sezonu zostaną wymienieni na innych, ponoć lepszych graczy Groclinu.
Mecze jakby mniej ważne
Mecz z Kmitą Zabierzów, choć wszyscy czekaliśmy na niego z utęsknieniem, nagle stał się jakoś mniej ważny. Istotniejsza stała się odpowiedź na pytanie: co dalej ze Śląskiem będzie, gdy przybłąka się do niego Drzymała?  Wśród kibiców panowały nastroje różne. Nieliczni byli „za”, zdecydowana większość „przeciw”. Najbardziej wściekli planowali różnego rodzaju akcje. Znalazł się i taki, który pragnie oddać karnet, bo kupował go na mecze Śląska, a kazali mu chodzić na Groclin. Przesadził według nas, gdyż Śląsk miał zostać Śląskiem do 24 maja. Inni chcieli bojkotować mecze. Ostatecznie poza głośną dezaprobatą dla planowanych zamierzeń kibicowskie bractwo nie robiło nic. Inna sprawa, że owa dezaprobata była doskonale słyszana i bardzo widoczna. Co nie wprowadzało w dobry nastrój obu panów „D”.
Przed spotkaniem z Kmitą Zabierzów interesowało nas jak do całej awantury podejdą zawodnicy. Podejrzewaliśmy bunt jakiś albo przynajmniej tumiwisizm. I wyszło szydło z worka. Po 126 dniach przerwy liga ponownie zawitała we Wrocławiu. Choć Kmita to zespół prowincjonalny, jednak trybuny były zapełnione. Było bodaj 8 tysięcy widzów, choć formalnie tylko 6. Dlaczego? Ano dlatego, że stadion został dopuszczony warunkowo tylko na te 6 tysięcy.
Tymczasem nasze orły zrobiły psikusa i Śląsk przegrał 1-3. 0-2 było już po 19 minutach gry, a bluzgów jakie leciały z trybun na Dutkiewicza trudno było nie zauważyć.
Swoją ponurą historię rozpoczął bramkarz Andrzej Olszewski. Drugiego gola jakiego wpuścił to był skecz godny wielokrotnego uwiecznienia w „piłkarskich jajach”.
Zatem zaczęło się od falstartu. Tym boleśniejszego, że Śląsk przegrał na własnym stadionie po raz pierwszy od 496 dni.
Mimo to Tarasiewicz pokazał swój charakter. Gdy został poproszony przez Dutkiewicza, by przyglądał się drużynie Groclinu (by ewentualnie potem wiedzieć jak klecić „połączony” zespół, szkoleniowiec Śląska odmówił.
Inwazja na Katowice
Pierwszy raz nader licznie do Katowic zajechaliśmy w 2000 roku. Choć i wcześniej stadion na Bukowej był dla nas miejscem szczególnym. Że przypomnimy rok 1993, gdy na wyjazd zdegradowanego już Śląska pojechało 250 fanów. A były to czasy w których na zespoły zdegradowane nie tylko niemal nikt nie chodził, ale tym bardziej za nimi nie podróżował. Pokazaliśmy innym, co to jest przywiązanie do klubu w chwilach katastrof.
Tym razem chi chodziło o ćwierć tysiąca ludzi, lecz o zapotrzebowanie na wejściówki rzędu „ile dadzą, tyle weźmiemy”. W Katowicach nie chcieli wierzyć w to zbytnio, lecz gdy tylko stwierdzili, że to nie żarty, natychmiast poczuli w tym interes i podnieśli nam ceny wejściówek. Choć przez moment istniało zagrożenie, że dostaniemy tylko 350 wejściówek, to ostatecznie byliśmy na meczu z GKS-em w liczbie 1100 – 1150 osób. Plus niecałe 50, których nie wpuszczono na stadion. W tym było: 25 osób z Miedzi Legnica, 20 – Ślezsky Opava, około 50 Wisła Kraków i po kilku (trudno było zliczyć) Motoru Lublin (co najmniej 5) i Lechii Gdańsk. Niezłe liczby wyjazdowe zaliczyły niemal wszystkie fankluby.
Podczas drogi na stadion w Katowicach miała miejsce potyczka z policją. Oczywiście „winni byli kibice”. Bo ktoś chciał się odlać pod krzakiem.
Tymczasem nasz orły jak miały w nosie pierwszy wiosenny mecz, tak i drugi przeszedł obok nich. Przynajmniej obok części nich. I Śląsk zaliczył wtopkę 0-2, a Olszewski ponownie nie zdobył zaufania wrocławskich kibiców.
W Katowicach miały miejsca dwa dość istotne wydarzenia.
Po pierwsze wszyscy jak jeden darli ryja „Dospel – Dospel Katowice” co było odpowiedzią na kpiące przyśpiewki miejscowych i Groclinie. Po drugie w ramach wzajemnych złośliwości fani Śląska śpiewali dużo o Polsce. A to z uwagi na flagę Niemiec jaka zawisła na trybunach stadionu GKS-u.
Wojna z Zielińskim
Podczas gdy w samym Śląsku i wokół niego działy się rzeczy wielkie, jakaś dziwna siła zaczęła nawoływać do wojny z Zielińskim. Na Internecie pojawiały się wpisy takie, że głowa mała. A to Zieliński był be bo robił zły doping. To znów był be bo go nie robił. Zaczęły się w wirtualnej rzeczywistości pojawiać jakieś indywidua które negowały wszystko co się tylko z Zielińskim kojarzyło.
- Prawdę powiedziawszy wówczas nie zjarzyłem o co tak naprawdę chodziło. Teraz już wiem – śmieje się obecnie obiekt wiosennych (a i późniejszych także) ataków.
Rozpad klubu niemal faktem
Podczas gdy wokół trybun kłócili się internetowi napinacze, Śląskowi w realnej rzeczywistości groził rozpad. Po porażce ze Zniczem Pruszków (0-3 na Oporowskiej, kolejny babol Olszewskiego, po którym cały stadion wył „Wojtek, Wojtek Kaczmarek”) drużyna niemal przestała istnieć. To, że cokolwiek ją trzymało, to cud. Zresztą ten cud ma swoje imię i nazwisko: Ryszard Tarasiewicz. Wespół z ówczesnym prezesem Antonim Kordosem otrzymali gwarancje dla zawodników, że otrzymają pieniądze za awans. Sportowy awans, a nie „drzymałowy”. Ponadto szkoleniowiec potrafił wytłumaczyć graczom, że gra o ten awans to nie tylko ich finansowy interes. Czy uwierzyli? Chyba tak, przynajmniej tak można było sądzić po postawie w kolejnych pojedynkach. Chyba w tym wszystkim żadnej roli nie odegrała informacja, że do Śląska chce wejść Solorz. Wówczas był on tak odległą wizją, że nikt sobie tym głowy nie zawracał. Zresztą wszystkim wydawało się iż jeśli chodzi o Śląsk „jest pozamiatane”. To znaczy że Śląsk będzie istniał do 24 maja 2008 roku, a potem to już tylko Groclin Wrocław.
Reaktywacja
Przełomem w sensie sportowym był pojedynek z ŁKS-em Łomża. Śląsk wygrał gładko 3-0. Przy czym przy stanie 3-0 można się było pokusić o jeszcze wyższy rezultat, gdyż arbiter pokazał na jedenastkę. Niestety. Łudziński trafił w słupek. Nie ujrzeliśmy w bramce Olszewskiego, zastąpił go ideologiczny pyrus – Wojtek Kaczmarek. Nie miał zbyt dużo do roboty.
Podczas spotkania z ŁKS-em szału dostali wrocławscy policjanci. Rozjuszył ich transparent z napisem „Stop katom w niebieskich mundurach”. Teraz taka aktualna uwaga: czy podobny transparent może się pokazać na płocie stadionu mógłby się pojawić obecnie?
- To pytanie zadam przedstawicielom stowarzyszenia „Wielki Śląsk” – stwierdził nasz redakcyjny kolega Romek Zieliński.
Po meczu odbyło się zaaresztowanie owego transparentu przez siły porządkowe. Wcześniej w związku z tym transparentem doszło do przepychanki przy płocie ochroniarze kontra fanatycy.
AP, KP, RZ

				</div>