- Czy jakoś specjalnie zmobilizujecie waszych… piłkarzy na mecz z Cracovią? - Głos ze słuchawki doskonale znajomy. Jego posiadacz to ziomek z Gdańska. “Jego” Lechia bardzo liczy na kłopoty
drużyn, które w ligowej tabeli plasują się za biało - zielonymi. Im mniej oczek na swoim koncie zaliczą Górnik Zabrze i Cracovia, tym większe szanse na utrzymanie ekstraklasy będą mieli w Wolnym Mieście. A najbliższemu rywalowi Cracovii, czyli Śląskowi ostatnio nie idzie najlepiej. Zatem niepokój co do rezultatu piątkowej rywalizacji jest jak najbardziej uzasadniony.
Teraz przypomnimy inne telefony od tej samej osoby, jakie we Wrocławiu zostały odebrane niespełna rok temu na dwie kolejki przed zakończeniem rywalizacji w II lidze:
Niedziela. Lechia po zwycięstwie nad Zniczem Pruszków już fetuje awans do ekstraklasy, Śląsk ma do rozegrania dwa mecze: w środę z Lechią na Oporowskiej i ostatni z Wartą w Poznaniu. W obu musi zwyciężyć, by myśleć o awansie.
- Możecie się nie martwić, staniemy na czubku (tu nieparlamentarne określenie męskiego narządu) żeby wystawili zespół juniorów.
Poniedziałek późnym wieczorem. Ten sam głos w słuchawce:
- Nie ma sensu wystawiać juniorów. Piłkarze jeszcze chleją, a jutro rano siadają do autobusu…
Nie mam najmniejszej wątpliwości, że przed rokiem w Gdańsku zrobiono wszystko, żeby pomóc Śląskowi. Czy teraz Śląsk jest się w stanie odwzajemnić?
Roman Zieliński
PS. Interesujące, czy deklarujący przywiązanie do Lechii Gdańsk Sebastian Mila będzie w stanie przekonać kolegów z drużyny, by ci zagrali pojedynek z Cracovią z większa motywacją, niż w zwykłym meczu ligowym?
Odpowiedź dostaniemy dziś po ostatnim gwizdku sędziego, czyli o godzinie 19:30
</div>