Po okresie aresztowań w środowisku sędziowskim przez wrocławską prokuraturę nadchodzi czas odgrywki. Śląsk zdaje się jest klubem znienawidzonym przez sędziów. Oczywiście sędziów piłkarskich. Jeszcze jako tako sędziują Śląskowi gdy gra na Oporowskiej.
Najwidoczniej gwizdkowych odstrasza niewielka odległość od Podwala, gdzie byli dowożeni ich koledzy po fachu. Jednak jeśli tylko Śląsk wyjeżdża poza Wrocław, zaczynają się cyrki. Policzmy sobie: w dotychczasowych meczach WKS trzy razy grał u siebie i zaliczył cztery ligowe oraz jeden pucharowy wyjazd. Pretensji mieć nie można za mecze na Groclinie i w Gdańsku. Natomiast reszta rezultatów została przez arbitrów wypaczona: Białystok – ewidentny faul na Dudku w polu karnym. Widzieli wszyscy oprócz sędziego. Kielce – wał na Celebanie Ząbki – interpretacja interwencji bramkarza przy obronionym rzucie karnym stanowi sędziowską kompromitację. Nawet podczas meczu we Wrocławiu z Legią walnięcia przez Szalę z łokcia w twarz jednego z Gancarczyków arbiter jakoś nie dostrzegł. Futbolowi eksperci udowadniają, że suma złych decyzji i tych naciąganych na korzyść drużyny jest równa zeru. Czekamy zatem na cztery karne dla Śląska. Andrzej P