Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

Atak na Lechię

Kiedyś wchodząc do budynku klubowego przepuściłem w drzwiach urzędującego wówczas prezesa. Prezes zauważył ten gest i spytał co go spowodowało.

- Pan tu jest, za niedługo pana nie będzie, to ja się tu czuję gospodarzem – odrzekłem dość bezczelnie. Rozmówca popatrzył na mnie uważnie, na pewno nie było to spojrzenie przyjazne. Co pomyślał, tego mogę się jedynie domyślać.
Ostatnio był w Śląsku pewien działacz. Paweł Żelem. Szybko stał się moim „ulubieńcem”, a to z uwagi na swój charakter. Wciskał się nie proszony na imprezy, a potem „zdawał z nich relacje” swoim promotorom. No, mówiąc wprost: donosił.
Pal sześć, ja z nim na imprezach nie bywałem, a jak ktoś nie umie sobie dobierać kompanów do picia, albo nie potrafi nieproszonych gości usunąć, to sam sobie winien, że potem jest obsmarowywany.
Pawłowi Ż. Przyglądać się zacząłem, gdy ten postanowił „wyrzucić Zielińskiego ze stadionu”. Potem okazało się, że jest pierwszy do wyrzucania z klubu długoletnich pracowników. Słuchałem jego wywodów o psuciu image Śląska przez kibiców (niestety, nie były to wypowiedzi czynione bezpośrednio w twarz). I czekałem na moment, w którym z Oporowskiej wyleci z hukiem i trzaskiem.
Gdy nadchodził Drzymała, Paweł Ż. był Drzymałolizem. Tam czuł kasę, tam czuł siłę. Gdy się zreflektował, że Dzymała dostanie kopa (a uwierzcie, był jednym z pierwszych, który się o tym dowiedział, na miesiąc przed woltą Dutkiewicza Żelem wiedział że ona nastąpi) natychmiast zmienił front. Ale i tak jego chwiejność została przyuważona co zaowocowało tym, że olali go dotychczasowi promotorzy.
Byłem ciekaw, czy Pawełek będzie walczył o wizerunek klubu już po tym, jak się z nim rozstał. A tu taka niespodzianka: zniknął. Nie ma go, zapadł się pod ziemię. Już nic poza wpisem w CV go ze Śląskiem nie łączy.
I byłby spokój, gdyby nie fakt, że odnalazł się w Gdańsku, jest działczem Lechii.
Roman Zieliński

Vendetta: Współczuje Lechijce . On wychował sie niedaleko mnie na jednym z osiedli w Oławie  i potwierdzam że nie jest w porządku.

młody: Nieudacznicy zawsze spadają na cztery łapy, niczym w komedii czasu PRL-u “mąż jest z zawodu dyrektorem”.