Zacznijmy od zagadki arytmetycznej. Czy może się tak zdarzyć, że na meczu wyjazdowym nie ma ani jednego kibica, a jest ich 13? Na logikę biorąc - absurd. Jednak choć na meczu Śląsk - Groclin formalnie nie przybył ani jeden sympatyk z Warszawy i ich wyjazd wśród kibicowskich statystyków zostanie odnotowany jako zero, to jest coś, o czym mało kto wie. Ale o tym za chwilę. Dlaczego sympatycy Groclinu zawiesili działalność, guzik nas obchodzi. Niektórzy chcieliby wierzyć, że dlatego iż zauważyli, że krzyczą "Polonia", podczas gdy klub, któremu śpiewają z Polonią nie ma nic wspólnego. Ale to mrzonki. Aż tacy spostrzegawczy to oni nie są na pewno. Jakiś tam konflikt spowodował, że okłamywani kibice poróżnili się z okłamującymi ich działaczami. A że kibice są do bani, zatem mimo akcji protestacyjnej na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej i jest jakiś tam doping, są też jakieś flagi. Jednak na wyjazdach faktycznie nikogo nie ma. Tymczasem na trybunach wrocławskiego stadionu zagościło 13 osób w szalikach klubu z Konwiktorskiej. Co więcej, byli pilnowani, by im włos z głowy nie spadł. przez "KT", a to kot jest jakich niewielu. Miał wspomaganie w swoim ziomku - sąsiedzie "R". Już wyjaśniamy tajemnicę. "KT" jest jednym z organizatorów piłkarskiego turnieju dziecięcego. I jedenastu graczy z Warszawy (najstarsi mieli po 13 lat) oraz dwóch opiekunów zostało zaproszonych na mecz swojego klubu ze Śląskiem. Siedzieli na sektorach ogólnodostępnych. Nawet coś tam krzyknęli po meczu do "swoich" graczy. Nikt im nie powiedział złego słowa. - Na niektórych stadionach taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia - stwierdził po całej imprezie "KT". RZ
Zdjęcia do tego artykułu zaczerpnęliśmy z portalu wroclawianie.info gdzie znajduje się obszerny fotoreportaż z meczu. Warty obejrzenia.